czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział pięćdziesiąty pierwszy

Jade's P.O.V





- To nie twoja wina, połóż się w końcu.
- Widziałaś Louis'a? Nie może się podnieść.
- Może to tylko zabobon?
- To nie jest żaden pieprzony zabobon.
Patrzę jak Harry odgarnia swoje mokre włosy z czoła i marszczy brwi. Jest już późna noc, leżę na łóżku w pokoju gościnnym i obserwuję jak mój ,,chłopak" chodzi  po całym pokoju. Od kiedy wróciliśmy nie może sobie poradzić sam ze sobą, miota się w tą i w tą. Obwinia się za to wszystko. Uwierzył w słowa książki bardziej niż w cokolwiek innego. Osobiście podchodzę do tego sceptycznie.
- Chcesz jeszcze raz to przeczytać? Nie skończyliśmy...
- Nie chcę - urywa i podchodzi do okna.
Przywłaszczyliśmy sobie książkę. Ale to wyższy cel i nie można go nazwać po prostu kradzieżą. Właściwie, to ja ją zabrałam. Harry nie pozwolił mi dokończyć czytać w bibliotece, chciał jak najszybciej wyjść. A co jeśli dalej jest coś, co może mu pomóc? Z drugiej strony, nie dziwię mu się. W końcu nie na co dzień słyszy się, że twojego powodu może zginąć twój przyjaciel. O ile ktoś traktuje to, co jest napisane w tej głupiej książce serio.
- Boże, masz zamiar teraz palić? - Podnoszę się z miejsca i podchodzę do otwartego okna, gdzie stoi chłopak z paczką fajek. - Nie martw się, Susan i Louis są razem, oni też nie myślą, że to może być prawda.
- A jeśli? - Harry odwraca się do mnie i patrzy na mnie przekrwionymi ze zmęczenia oczami.
- To jakoś to zwalczymy. Mieliśmy zabić śmierć, pamiętasz? - Uśmiecham się i odwracam go w swoją stronę. Jego nagi tors faluje pod wpływem emocji, ale kiedy kładę na nim rękę i zaczynam jeździć po nim palcami, uspokaja się.
- Jade, to moja wina. Nie wiemy co jest twoim następstwem - Styles jęczy, ale gasi papierosa, którego trzymał w ręce.
- Nie rozmawiajmy dzisiaj o następstwach. Może mojego wcale nie ma? Może tylko dwie osoby je mają? - Patrzę na niego z dołu. - Daj dzisiaj sobie odpocząć. Jutro zobaczymy co jest dalej. Może jest jakiś sposób. Damy sobie z tym rade - Chłopak przyciąga mnie do siebie i przytula z wdzięcznością. Zaczynam drapać go po plecach. Zdążyłam się zorientować co lubi. To zdecydowanie było jedna z tych rzeczy.
- Połóżmy się - mówię cicho, po czym ciągnę go ze sobą w stronę łóżka. - Jesteśmy zmęczeni, rano pomyślimy o tym trzeźwo.
Harry obraca mnie, tak że ja spadam na niego i już po chwili patrzę na niego z góry, kiedy leży pode mną.
- No cześć - mówię z uśmiechem, na co on odpowiada tym samym.
- Cześć - Kładę ręce po obu stronach jego głowy i marszczę brwi. - Co?
- Odechciało mi się spać - wymyślam, bo wiem, że zasnę pierwsza, a on będzie leżał bezczynnie do rana, zadręczając się. - Chodziłeś kiedyś po willi w nocy? - Podnoszę głowę i patrzę zamyślona na drzwi.
- Jade Marshall, to ty chciałaś przed chwilą zaciągnąć mnie do łóżka - zauważa i kładzie ręce na mojej talii.
- Harry Stylesie, ty mi zarzucasz jakieś niemoralne propozycje - Szczypię go w nos, po czym podnoszę się na nogi. - Chodź, idziemy po coś do jedzenia!
- Czyli twoje zwiedzanie zakończy się na kuchni? - śmieje się za mną. - Nie wolno jest po osiemnastej, będziesz gruba.
- Będziesz gruba - przedrzeźniam go, po czym wychodzę z pokoju i na palcach zaczynam przemierzać korytarz. Mam świadomość, że Harry jednak idzie za mną. Słyszę jak się śmieje, kiedy wzdrygam się na każdy najmniejszy szelest.
- Pieprz się - mówię mu przez ramię, obrzucając go wściekłym spojrzeniem. 
Prawię się gubię, ale na szczęście mam ze sobą chłopaka, który za każdym razem, gdy chcę skręcić w zły korytarz, chwyta moje ramie i zwraca we właściwym kierunku. Po zdecydowani za długim czasie, w końcu dochodzimy do kuchni. Harry zapala światło, a ja mrużę oczy pod jego wpływem. 
- Może pomarańczę? - pyta chłopak, na co ja zaczyna chichotać.
- Chcesz, żebym miała deja vu? - śmieję się na wspomnienie naszego ostatniego razu tutaj. - Właściwie mam ochotę na coś zimnego, nie wiesz czy Ezno ma może lody? 
- Na pewno, on ma wszystko - Wzrusza ramionami i podchodzi do metalowych drzwi. - On ma osobne pomieszczenie na zamrożone rzeczy, jeśli nie ma lodów, to znaczy, że jest na diecie - śmieje się, po czym naciska wielką klamkę. Drżę, kiedy powiew zimna dolatuje do moich nóg. Gęsia skórka pojawia się na mojej skórze, a ja łapię swoje ramiona i szczękam zębami. - Dałbym ci coś, skoro ci zimno, ale mam na sobie tylko spodenki. No chyba, że chcesz, żebym je zdjął - Harry porusza brwiami i wchodzi do środka.
- Uważaj, bo się zgodzę - prycham, przestępując z nogi na nogę. - Nie wiem skąd dzisiaj tyle zboczonych komentarzy, może mnie oświecisz?
- Jakoś radzę sobie ze stresem - Styles wchodzi znowu do kuchni, cały przemarznięty, trzymając w ręce pudełko lodów.  - Czekoladowe, pasuje? 
- Jak najbardziej - stwierdzam. Zaczynam podskakiwać w miejscu, żeby jakoś się ogrzać, a Harry siada przy wyspie i patrzy na mnie ze zdziwieniem. - Zamarzam! 
- Mógłbym cię ogrzać.
- Ja pierdole, Styles! - oburzam się. - Rozumiem twój stres, ale twoje sugestie są nie do wytrzymania. 
- Wiesz, że się stresuje! - odkrzykuje mi, ale widzę, że jego to najzwyczajniej w świecie bawi. - Klątwa to nie taka błaha sprawa. 
- Twoje sny jakoś nigdy nie robiły z ciebie niewyżytego dupka - Marszczę brwi i zaplatam ręce na piersiach.
- Dobra! Znajdę sobie inny sposób na radzenie sobie ze... - zatrzymuje się w pół słowa, a na jego twarz wpływa największy uśmiech jaki u niego widziałam. - ...stresem. Znajdziemy inny sposób.
- Jesteś ohydny - wybucham śmiechem i opieram się plecami o ścianę. - Jeszcze chwile temu miałam ochotę koło ciebie usiąść! 
Milkniemy oboje, kiedy na korytarzu słyszymy kroki. Na naszych twarzach zaczyna gościć niepokój, a ja momentalnie znajduję sobie miejsce wtulona w plecy Harry'ego. 
- Twoje sny nigdy nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości? - pytam cicho, sama nie wiedząc, co napawa mnie tak czarnymi myślami. 
- Na pewno nic z nich nigdy nie wylazło - odpowiada, chwytając moją rękę, którą lokuję bezpiecznie na jego brzuchu. 
Wpatrujemy się chwilę w wejście do kuchni. Zamieram, kiedy ktoś zaczyna kaszleć i przeklinać. Po chwili jednak czuję, jak klatka chłopaka, który stał się moją osłoną, zaczyna wibrować pod wpływem śmiechu.
- Enzo, czyżby kaszel palacza nie dał ci spać? - pyta rozbawiony, a ja w momencie przestaję wbijać paznokcie w jego dłoń.  Jednak nie oddalam się od niego, mam zamiar koczować za nim tak długo, aż uznam sytuacje za w pełni bezpieczną.  W każdej chwili jestem gotowa do ucieczki, gdyby okazało się, że to jednak nie Walker postanowił nawiedzić kuchnie w środku nocy.
Uspokajam się i oddycham spokojnie, kiedy widzę, jak mężczyzna wchodzi do środka. W rozpiętej koszuli, spodniach od garnituru i na boso.  Po chwili podnosi wzrok i wpatruje się w nas dłuższą chwilę. 
- Nie śpicie? - Zdziwienie na jego twarzy przeradza się w radość, że nie musi siedzieć tu sam.
- Chcieliśmy coś zjeść. A ty? - zaczynam rozmowę, siadając Harry'emu na kolanach. Chłopak obejmuje mnie i kładzie mi głowę na ramieniu. 
- Sprawy na którymś na lotnisku w Wenecji. Pieprzone samoloty - Wywraca oczami. - Jecie moje lody?! - denerwuje się i mierzy nas wściekłymi spojrzeniami. 
- Możesz się poczęstować - śmieje się Harry, podsuwając mu pudełko. 
- Mam ochotę na coś mocniejszego - Enzo zaciera ręce, a jego zdenerwowanie znika w momencie. Podchodzi do barku, otwiera go i mówi: - Szkocka! Ha! Moja kochana!
- Szkocka i papierosy. Jestem dumna z twojego zdrowego stylu życia - wytykam mu, a on obrzuca mnie obrażonym spojrzeniem. - I ten ciągły stres.
- Jak dam ci się napić, dasz mi spokój?
- Oczywiście - cieszę się i klaskam w dłonie. - Robiłam, co mogłam, żeby naprowadzić cię na ten pomysł.
Harry burczy coś, że nie wie, czy to dobra myśl. Odwracam się do niego. Nachylam się do niego, stwierdzając, że skoro jest z nami Enzo, to mam pretekst, żeby pozwolić sobie na więcej. Przecież w jego oczach jesteśmy ze sobą. Mogę tylko sama przed sobą przyznać, że bardzo odpowiada mi taki układ i gdyby zależało to ode mnie, mogłabym robić dokładnie to samo, nawet bez Enza.
- Zabronisz czegoś swojej dziewczynie? - pytam, patrząc na niego spod przymkniętych powiek.
- Nie? - bardziej pyta niż odpowiada, na co ja daję mu szybkiego buziaka w policzek. Harry nie za bardzo wie jak się zachować, więc po prostu wraca do wtulania policzka w moje ramię.
- Wszystko w porządku, ja i Jade będziemy najlepszymi przyjaciółmi od picia! - cieszy się Enzo. - Ten dziad nigdy nie chciał się ze mną bawić! - Wskazuje palcem na chłopaka. 
A wtedy dzieje się coś dziwnego. Harry wpada na to, na co ja wpadłam przed chwilą i zaczyna odpłacać się mi tym samym. Skoro jest tu Enzo, możemy pozwolić sobie na więcej, bez żadnej obawy na reakcje tego drugiego. Jego ręce momentalnie wpełzają pod moją koszulkę i zimnymi palcami zaczynają kreślić na moim brzuchu różne wzory, na co ja głęboko nabieram powietrza, a krew odpływa z mojego ciała w nieznane mi miejsce. Moja reakcja go chyba zaskakuje, bo zatrzymuje swoje ruchy, ale tylko na chwile. Potem już nic sobie z tego nie robi.
- No to co, nalać ci, marudo? - pyta Walker.
- Nalewaj - wzdycha, niby z rezygnacją, Harry. - Przez was się stoczę. 
A ja mam problem z oddychaniem, tym bardziej rozmową z chłopakami. Myślę tylko o tych jego pieprzonych rękach. Skupiam się i stwierdzam, że nie będę mu dłużna. Chwytam swoją szklankę i wypijam jej zawartość, która grzeje mnie całą. Nie wiem ile tam siedzimy, ale kiedy Enzo twierdzi, że on jednak się położy, ja nie wiem, czy jestem w stanie wstać. Ale co mnie to obchodzi? Cieszę się jak dziecko i opieram wygodnie plecami o tors Harry'ego. 
- Idziemy do pokoju? - pytam, trochę majacząc. - Porozmawiamy sobie po drodze.
- Tak, możemy - przytakuje mi, na co ja podnoszę się na nogi i wymachuję rękami, żeby utrzymać równowagę. 
Opuściła się wprawdzie moja zdolność koordynacji ruchów, ale odwaga zdecydowanie wzrosła. Bezwiednie odwracam się znowu do chłopaka, staję między jego nogami, zdecydowanie za blisko i pytam, czy mnie zaniesie. Potem pamiętam tylko jego rękę pod moimi kolanami i na plecach. 
- Zajrzyjmy do Louis'a i Susan. Mam poczucie winy, że muszą sobie radzić sami - Słyszę jego głos, więc tylko kiwam głową. Jestem pijana, może to trochę złe z mojej strony, ale jedyne na co mam teraz ochotę, to zrobić Harry'emu dobrze i patrzeć, jaki jest bezbronny, kiedy ja... Naprawdę o tym pomyślałam?! Otwieram oczy i rozglądam się dookoła. Poznaję korytarz, którym idziemy. Na końcu widzę drzwi do pokoju Susan i Lou, które są lekko uchylone. Harry stawia mnie cicho na ziemi i zagląda do środka, ale wycofuje się gwałtownie, robiąc minę, której wcześniej nie widziałam. Patrzę na niego zdziwiona, a jego szeroko otworzone oczy, szelmowski uśmiech i zmarszczony nos mówią same za siebie. Otwieram usta i patrzę na niego pytająco.
- Pieprzą się! - mówi cicho, a kiedy chcę go wyminąć, łapię mnie za rękę i przyciąga do siebie. - Żartuję, śpią.
- Przestań mnie już dzisiaj wkurwiać! - denerwuję się. - Nie mogę z tobą wytrzymać! 
- Nie możesz ze mną wytrzymać? - pyta niskim głosem i przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. - Nie możesz wytrzymać beze mnie. 
Pijany Harry to zdecydowanie jeden z moim ulubionych. Ale ja też umiem się w to bawić.
- Zawsze możesz spać sam - Podnoszę głowę i uśmiecham się do niego złośliwie. 
- Mogę! - Harry mówi uniesionym szeptem, bo dalej stoimy obok pokoju naszych przyjaciół.
Chłopak gwałtownie się odsuwa i szybkim krokiem rusza do naszego pokoju. Biegnę za nim, a kiedy ten wpada do środka, zamykam za nami drzwi i opieram się o nie. - Śpij sobie na kanapie! - oznajmia i kładzie się na łóżku na brzuchu. 
- Teraz mam cię przepraszać? - pytam.
- Na to liczę! - krzyczy na mnie, na co odchodzę powoli od mojej podpory i podążam w stronę łóżka. W tym momencie alkohol totalnie przejął władzę. 
- Może chcesz posłuchać sobie trochę faktów o mnie, ostatnio jakoś o tym zapominaliśmy - zauważam i nie wierząc w to co robię, siadam okrakiem na jego plecach i zaczynam masować jego napięte mięśnie. Odgarniam z barków jego włosy, a zamiast nich lokuje tam swoje dłonie. - Wiesz, możemy zacząć od tego, że lubię przejmować inicjatywę . Jeśli wiesz, co mam na myśli - Zjeżdżam dłońmi niżej, rozkoszując się jego reakcją, jaką są przymrużone oczy i głęboki oddech, kiedy stara się opanować emocje.  - Chcesz więcej? 
Podnoszę się na kolanach, a Harry korzysta z okazji i przewraca się na plecy. Siadam na jego podbrzuszu. 
- Jade - zaczyna i kładzie mi ręce na biodrach. - Jest już późno. Wiesz, co pary robią jak jest późno? - pyta, mocniej wbijając swoje dłonie.
- Jesteśmy parą? - pytam zaciekawiona.
- Tak, tutaj tak - Uśmiecha się, na co odpowiadam tym samym. Opuszczam swoją klatkę piersiową tak, że opieram się o niego, a nasze twarze są zdecydowanie za blisko.
- Pary radzą sobie ze stresem - zauważam. - Ale te na niby nie robią nic, czego mogłyby rano żałować. Tym bardziej nie marnują pierwszego pocałunku na pijackich zabawach. 
- Całowaliśmy się już - stwierdza, a jego ręce suną jeszcze bardziej w dół.
- Jeżeli kiedykolwiek mamy pocałować się sami z siebie - zaczynam. - nie róbmy tego po pijaku. 
- Masz zamiar kiedyś mnie pocałować? 
- Wszystko do tego prowadzi, prawda? - mówię to, co leżało mi na sercu od bardzo dawna. 
- To co zamierzasz dzisiaj robić? - Jego dłonie znajdują się już bezpośrednio na moich pośladkach na co jedynie wzdycham przeciągle. 
- Dzisiaj mam zamiar przejąć inicjatywę.
Po tych słowach odgarniam jego włosy na jedną stronę i zaczynam całować jego bark, poruszając się do góry, aż do jego szyi, gdzie ssę jego skórę i z lubością wdycham zapach jego włosów. Bawię się tym, co robimy. Językiem znaczę drogę aż do jego ucha, a kolano strategicznie ustawiam między jego nogami. Nie wiem co pomyślę o sobie rano, ale w tym momencie mnie to nie obchodzi. Ręce Harry'ego są coraz bardziej natarczywe, aż w końcu z pełnym przekonaniem ściągają mnie z niego i obracają nas tak,  że teraz to on jest nade mną. Patrzy na mnie przez chwilę, a ja uśmiecham się zadziornie. Potem opuszcza się niżej, kładzie swoje ręce pod moją głowę i zaczyna bawić się zębami płatkiem mojego ucha. Wzdycham i odchylam głowę jeszcze bardziej do tyłu, dając mu coraz większe pole manewru. 
- Czy jeżeli zrobię ci malinkę, to będzie rano wyglądało podejrzanie? - pyta, a ja odsuwam go na chwilę od siebie. 
- Zrób ją w miejscu, w którym nie będzie widać - szepczę, po czym jedną ręką ściągam z siebie koszulkę. Harry patrzy na mnie przez chwilę, na co ja poprawiam tylko ramiączka swojego czarnego stanika i wracam do leżenia na jego rękach. On znowu całuje moją szyję, ale tym razem zdecydowanie porusza się w dół. Wyjmuję ręce spod mojej głowy i opiera je po obu stronach mojego brzucha. Zaczyna ssać moją skórę, gdzieś po prawej stronie od mojego mostka, Boże, nie mam pojęcia. Mam ochotę jęczeć, ale ograniczam się do cichych westchnięć. Harry zjeżdża coraz niżej, aż w końcu zatrzymuję się na moim brzuchu, który wciągam za każdym razem, kiedy jego język tylko go dotyka. Mam taki odruch, ale ten bardzo śmieszy chłopaka. Podnosi na mnie rozbawione spojrzenie, a ja kręcę głową z niedowierzaniem. 
- Mam łaskotki. Ale na brzuchu chyba każdy ma - stwierdzam. 
- Ja nie - zapesza się, na co ja wysuwam się spod niego i każę mu się obrócić. Kładzie się pode mną rozanielony, a mnie śmieszy jego mina. Z uśmiechem nachylam się nad jego klatką piersiową i zaczynam ją całować, podobnie jak on, jadąc coraz niżej. Udaję mi się osiągnąć to co chcę, dopiero w momencie, kiedy przejeżdżam językiem po jednej stronie jego litery ,,V'. 
- Widzisz? - Podnoszę się i gramolę na niego. Kładę się na nim, a głowę opieram na jego poduszce. Harry przykrywa nas kołdrą, a jego ręce znowu znajdują się na moich plecach, delikatnie je głaszcząc i drapiąc, na co ja prawie w momencie odpływam. 
- Nie będę rano żałować - stwierdza chłopak, a ja w półsennym stanie, odpowiadam:
- Ja też. Nie zrobiliśmy nic złego. Poza tym, od dawna miałam ochotę to zrobić.


****************



- Po prostu ją załóż, nie możesz dzisiaj chodzić bez niej, przykro mi - jęczę, prawie umierając przez kaca. Wciągam przez głowę koszulkę i patrzę na Harry'ego, który trzyma w ręce swoją.
- Jest gorąco! 
- A ty masz pełno pierdolonych malinek na brzuchu!
- Trzeba było ich nie robić - Uśmiecha się zadziornie, na co wywracam oczami.
- Trzeba było mi nie pozwalać - odgryzam się.
- Trzeba było się nie rozbierać!
- Po prostu załóż koszulkę! - krzyczę ze śmiechem, na co on w końcu spełnia moje polecenie. Robi to w samą porę, bo w tym momencie do pokoju wchodzi Louis, przecierając oczy i przeczesując palcami włosy.
- Przespałem całą noc. Chyba perspektywa śmierci mnie usypia - stwierdza, na co Harry momentalnie poważnieje, a humor, o który starałam się tak długo, znika. - Susan już się obudziła, jest w łazience. Mówiła, że chce dzisiaj skończyć ten rozdział. Gdzie możemy to zrobić, żeby nikt nas nie słyszał? - pyta Harry'ego, a on zastanawia się przez chwilę, po czym wskazuję palcem na okno.
- Przy basenie. Zaraz... zaraz pójdziemy tam razem - jąka się, a Lou kiwa głową. Picie wczoraj było tylko ucieczką od rzeczywistości, która uderzyła nas teraz jak rozpędzony autobus. Związuję włosy w kucyka i przez chwilę zastanawiam się, czy malować się dzisiaj. W końcu niedbale macham ręką na kosmetyki i odwracam się w stronę Harry'ego, który wygrzebał książę z mojej torby i wpatruje się w jej okładkę. 
- Niezależnie od tego co się stanie i co tam będzie napisane - mówię, pochodząc do niego i wyjmując książkę z jego rąk. - I tak cię nie zostawimy, wiesz o tym? 
Kiwa smętnie głową, a ja wiem, że nic już nie wskóram. Biorę jego rękę, a dziwna wizja jej na moim brzuchu przelatuje przez moją pamięć i zaburza mój emocjonalnie niezachwiany stan. Pamiętam wszystko, co działo się wczoraj. Ale nie żałuję. Nie czuję też potrzeby, żeby o tym rozmawiać. Niewerbalnie umówiliśmy się z Harry'm, że to będzie nasza tajemnica, o której po prostu nie będziemy wspominać. Mimo, że zostanie w naszych pamięciach na długo. 
Razem ze Styles'em schodzimy na dół, a potem wychodzimy przez ogromne drzwi tarasowe, prosto nad basen. Mijamy się z Filipem, który oznajmia, że niedługo będzie śniadanie, a więc mamy stawić się w jadalni w ciągu godziny. Susan i Louis'a jeszcze nie ma, więc zajmujemy dwa leżaki pod parasolem. Kładę książkę na stoliku między nami i rzucam ukradkowe spojrzenie na Harry'ego. Siedzi zamyślony, z mocno ściągniętymi brwiami i poczuciem winy wypisanym na twarzy. 
- Idą - mówi, a ja odwracam od niego wzrok. Susan mruży oczy od słońca. Zasłania twarz ręką i marszczy nos. Louis mija ją, pochodzi do nas i siada na ziemi przed leżakiem Harry'ego. 
- Właśnie rozmawialiśmy o tych całych następstwach - akcentuje ostatnie słowo, jakby było dla niego całkiem nowe. W sumie to jest. - W tym może być coś prawdziwego, Może to paranoja, bo przecież to by było naturalne, gdybyśmy wszyscy teraz zwariowali, ale widzę coś w przekleństwie Susan.
- Co? - pytam, pochylając się do przodu.
- No, może to nie był przypadek, że tylko ja byłam w domu, kiedy wybuchł pożar? - zauważa dziewczyna, która przed chwilą do nas dołączyła. - Zawsze miałam wrażenie, że coś w moim życiu jest nie tak, ale to było szczególnie dziwne. Nie wiem, może mam tylko takie wrażenie, ale wszystko co dzieje się ostatnio w pewien sposób o mnie zahacza. Aron, pożar, zawał taty. 
- Po prostu przeczytajmy co jest dalej - narzuca nagle Harry i otwiera książkę przy samym końcu, w miejscu gdzie jest wyrwana strona. 
Przesiadam się, żeby teraz siedzieć obok chłopaka. Zaglądam mu przez ramię i oprócz tego, że strona została wyrwana, nie dostrzegam już żadnego napisu. 
- To tyle? Nie ma nic więcej? Przecież to jest wyrwane z kontekstu! - prawię krzyczę, rozpaczliwie szukając czegoś więcej. - Kto powiązał pakt z szatanem, przecież nie ty! Czemu ty to masz? - Patrzę na niego, szukając odpowiedzi w jego twarzy. - Pierdolą mnie te następstwa, nic o nich nie wiemy, to może być gówno prawda. Ale ty przewidujesz śmierci, jesteś Somniator Mortem!
- Chyba, że to jest dziedziczne - odzywa się nagle Susan, a ja gwałtownie odwracam się w jej stronę. - Harry, kiedy ostatnio rozmawiałeś ze swoimi rodzicami?

11 komentarzy:

  1. Powinni się częściej upijać! Może to, co powiedziałam jest dziwne, ale nic na to nie poradzę. Tak strasznie spodobała mi się ta relacja, że czekam na następną. Byłabym bardziej zadowolona, gdyby nie byli pijani. Mogliby być trzeźwi. To by było urocze, albo dziwne. xD
    A co jeśli Susan ma rację? Czy jego rodzice powiedzą mu prawdę? A może oni mają te kartki?! Albo znają dalsze części proroctwa i wszystko wyjaśnią? To by było fajne, chyba. :v
    Również zapraszam do siebie. Dopiero zaczynam, więc przydałyby się jakieś słowa motywacji, porad, a nawet krytyki!
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
    Pozdrawiam, karmeeleq. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział. Wyjątkowy wręcz. W momencie jak Jade zbliżyła sie do Harrego odleciałam. Tyle na to czekałam, że chyba bardziej zaczęłam sie interesować ich związkiem a nie przepowiednia. Czekam na dalszy niezawodny przypływ weny twórczej

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest zajebisty cały czas czekałam na scenke Harrego z Jade ;-)
    Nadrobiłam wszystkie rozdziały w nocy i dzisiaj umieram! Ide spać ale nie wiem czy uda mi się zasnąć przez ciebie! Chyba zaraz zwriuje xD!!!
    Weny i dodawaj szybko nexta :-*
    DOBRANOC ;-)
    PS. uduszę cię kiedyś za to że tak dobrze piszesz i tak strasznie się wciągnełam w tego bloga że nie myśle taraz trzeźwo...

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowity jak zwykle!
    Omg scenka Harrego i Jade, cały czas uśmiecham się jak głupia.
    Zakończenie - jendjjsksnwkskw cholera jasna, no!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham, kocham, kocham! Niedawno trafiłam tutaj całkiem przypadkiem i zostanę do końca. Już sie nie mogę doczekać następnego!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej kochana...Znowu namotałaś z tymi zagadkami...ciekawe co.im.powie Enzo na ten temat...oby to nie było tak jak w tej przepowiedni...bo Louis i Sus i jade nie mogą umrzeć.... A to.co było z jade i Harrym...ggorąco..ciesze się, że między nimi jest wszystko ok, bo zazwyczaj po takim czymś jest niezręcznie a oni na luziku sobie podeszli do tego...ta pierwsza scena najlepsza gdy się kłócą o te malinki...kocham cie skarbie i czekam nn ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Z niecierpliwością czekam ma następny!
    Kolejna zagadka do rozwiązania, już się boję. Mam jedynie nadzieję, że jeszcze trochę pożyją sobie w tym spokoju.
    Tak, oni powinni zdecydowanie częściej pić. Ta sytuacja musi się powtórzyć. A kłótnia o malinki była naprawdę świetna! Myślałam, że nie będą o niczym pamiętać, a jednak.
    Niech teraz szybko ruszają tyłki do rodziców Harry'ego. Tylko chłopak dawno z nimi nie rozmawiał. A szkoda!

    Nie mogę się doczekać kolejnego!

    OdpowiedzUsuń