środa, 19 listopada 2014

Rozdział dwudziesty


Harry's P.O.V


Gdzie jest Louis, kiedy go najbardziej potrzebuję? Nudzi mi się bardziej niż zazwyczaj. Zdążyłem już zmienić dzwonek Tomlinsona na jeden z bardziej pasujących do jego osoby utworów, ale to był ostatni z moich ambitnych pomysłów na zabicie czasu. A jego ciągle nie ma i nie ma. Sterczy pod tymi drzwiami i rozmawia z kimś dłuższą chwile.  Wzdycham i staram się znaleźć wygodną pozycję na kanapie.Jeżeli myślałem, że mój nastrój jest do dupy, myliłem się. Jest gorszy. Jęczę niezadowolony, kiedy przy moim uchu rozbrzmiewa telefon. Patrzę na niego i odbieram:
- Halo?
- Harry, dawno się nie słyszeliśmy! - Rozpoznaję niski, ochrypły głos.
- Enzo! Co porabiasz? Gdzie jesteś?
- W Irlandii. Nie planujesz mnie odwiedzić? - pyta.
- Na razie nic nie planuję - wzdycham i zaczynam skakać po kanałach w telewizji.
- Twoja matka...
- Nie chce o niej słyszeć - Denerwuję się. - Lepiej mów co słychać.


Jade's P.O.V


- Jade! Aron! - podchodzi do nas Susan. Stoimy jak słupy soli wpatrujemy się w nich tępo.
- Jak to ,,6 osób"? - pyta po chwili Aron.
- Ja nie wiem! - Rozkłada ręce na boki. - Zapytajcie jego! - Wskazuje palcem na Jack'a, który zdążył się przemieścić tuż za nią.
- Moja mama zadzwoniła do mnie dzisiaj i mi o tym powiedziała - tłumaczy się. - Nie miałem pojęcia! - Obraca Susan w swoją stronę.
- Świetnie. W takim razie, ja chce zabrać Louisa. No i Harry'ego. Skoro muszę kogoś wziąć to oni są najodpowiedniejsi - dodaje po chwili Su.
- Susan, mogę cię prosić na chwile?  - syczę przez zaciśnięte zęby.
Nie czekając na jej odpowiedź ciągnę ją za rękaw do jej pokoju. Kiedy zamykam za nami drzwi, mierzę ją wzrokiem.
- Jak było w Polsce? - pyta z błogim uśmiechem.
- Możesz powiedzieć, co ty właściwie robisz? - Przykładam dłoń do czoła.
- Ratuję nasze wakacje - fuka i siada na ziemi.
- Dobrze, ale dlaczego oni?
- Żeby wkurwić Jack'a. Nie lubi Louisa....No co? - pyta urażona, kiedy spotyka moje spojrzenie.
- Czemu chcesz go wkurwiać?
- Bo on zaczął.
- Susan, on nie wiedział - wzdycham.
- A masz jakiś lepszy pomysł? Jest prawie 19 lipca, kto jeszcze mógł by z nami pojechać? Za dwa dni mamy stawić się po klucze, a ja nie zdzierżę nikogo innego. Lubię Louisa. Kiedy was nie było trochę rozmawialiśmy. Właściwie więcej niż trochę - Zaczyna gorączkowo tłumaczyć. - Poza tym, to miały być moje wakacje.
- A co z Harrym?
- A co ma być?
- Doskonale wiesz, że ma problem.
- Tam nie będzie miał większego - Wzrusza ramionami. - No proszę cię! Nie dramatyzuj, będzie dobrze. - Uderza mnie pięścią w ramie. - Gwarantuję ci to!
Patrze na nią z podniesioną jedną brwią. W końcu macham na nią niedbale ręką.
- A rób co chcesz. Wiesz, że Jack się wkurwi....nie ważne - Odpuszczam już całkiem, a ta podskakuje z radości i wychodzi z pokoju. Człapię powoli za nią i kiedy w końcu wchodzę do salonu, ona już żywo opowiada o swoim planie.
- Będzie świetnie! Na pewno się zgodzą - Podpiera ręce na biodra.
- Dlaczego akurat oni? - jęczy Jack.
- Bo to moje urodziny, a ja chce, żeby Louis na nich był.
- Ty go prawie nie znasz! - denerwuje się chłopak.
- Znam go całkiem dobrze - Wzrusza ramionami. - To ja idę ich zapytać, co oni na to. Ktoś zgłasza jakiś sprzeciw?  - Mierzy ich wzrokiem. - Świetnie. Pamiętajcie chłopcy, trzeba się integrować z sąsiadami - Uśmiecha się błogo, po czym wychodzi z mieszkania. Uderzam otwartą dłonią w czoło. To jedyna osoba na świecie, która mogła zaprosić wróżbitkę śmierci na biwak. Witaj przygodo!



Susan's P.O.V



- Louis? - Uderzam pięścią w drzwi. - Lou!
Słyszę kroki po drugiej stronie drzwi i po chwili widzę jego jak zwykle wesołą twarz.
- Cześć - wita się.
- Mam propozycję! - zaczynam, gestykulując z przejęciem rękami. - Co wy na to, żeby wybrać się na wakacje?
- Co?
- Za dwa dni mamy rezerwację domku letniskowego i potrzebujemy jeszcze dwóch osób, żeby zapełnić wszystkie miejsca - Widząc, że chce coś powiedzieć, zatykam mu usta ręką. - Jako ostateczny argument mogę użyć tego, że podczas wyjazdu są moje urodziny! Nie możesz zepsuć moich urodzin, prawda? - Patrzę na niego z przechyloną na lewo głową.
- Ja... - zabiera moją dłoń z ust. - Nie, oczywiście, że nie chce psuć twoich urodzin, ale to trochę zbyt spontaniczne...
- Wcale nie! Macie całe dwa dni.
- Wiesz co się dzieje z Harrym - Obraca się nerwowo, żeby sprawdzić, czy wspomniany nie podsłuchuje czasem. - To chyba nie jest....
-To chyba są moje urodziny! - Tupię nogą, na co chłopak się śmieje. - Nie daj się prosić! To tylko 60 kilometrów! Ja, ty, Jack, Aron, Jade.....i Harry - Wyliczam na palcach. - Będzie super!
- Susan.....
- Cieszę się, że się zgadzasz. Jutro omówimy szczegóły - Staję na palcach i całuję go w policzek. - Jestem twoją dłużniczką - Przytulam go, po czym zaczynam kierować się w stronę mieszkania. - To do jutra!
- Tak....do jutra.



Harry's P.O.V


- Enzo, ja muszę kończyć, Louis wrócił - Podnoszę się trochę, żeby zobaczyć jak osowiały przyjaciel wchodzi do mieszkania.
- Dobra, pozdrów go ode mnie. Usłyszymy się niedługo, trzymaj się - żegnamy się, po czym odkładam telefon obok siebie. - Masz pozdrowienia od Enza - rzucam w stronę przyjaciela.
- Aha.
- Co jest? - Patrzę na niego podejrzliwie. - Jesteś chory?
- Nie...
-To o co chodzi?
- Za dwa dni jedziemy na wakacje - Kręci głową z niedowierzaniem.
- Super, gdzie? - Podnoszę się i idę do kuchni.  Nalewam sobie wody do szklanki dalej bacznie go obserwując.
- Nie mam pojęcia - Wzrusza ramionami z rozbawieniem, które nagle wkroczyło na jego twarz.
- Huh? - pytam z ustami pełnymi wody, której właśnie biorę pierwszy łyk.
- Jedziemy z Susan, Aronem, Jack'iem i Jade, stary - Odwraca się do mnie i patrzy na mnie z nieokreślonym wyrazem twarzy. Krztuszę się napojem, a on podbiega do mnie i uderza mnie w plecy.
- Z kim kurwa? - Przenoszę na niego spojrzenie.
- Ja też nie wiem jak to się stało - Śmieje się. - Naprawdę, nie mam pojęcia - Cieszy się jeszcze bardziej. Przewracam oczami.
-Nigdzie nie jadę, na żadne pieprzone wakacje, z żadną pieprzoną Jade i jej załogą - fukam. - Oni nic o mnie nie wiedzą. Nie wiedzą co się ze mną dzieje i nie mam zamiaru im tego mówić - Zaplatam ręce na piersi, a Louis nagle milknie.
- Ja... - zaczyna, po czym szybko zmienia temat: - Słuchaj stary, ja wiem, że to może wydawać się trudne, ale musisz czasem wychodzić z domu. Tutaj sobie dajesz rade, tam też tak będzie. Przyda ci się trochę rozrywki, nie sądzisz?
- Nie sądzę - prycham. - Zwłaszcza z takimi ludźmi.
Odwracam się na pięcie i udaję się do swojego pokoju.
- No i byłbym zapomniał! To urodziny Susan, a jeżeli nie pojedziemy, nie będą mogli wynająć domku.
- Nie mogą jechać ze swoimi znajomymi? - Wyrzucam ręce w powietrze.
- To my jesteśmy ich znajomymi. - szczerzy się głupio.
- Nie jestem żadnym ich pieprzonym znajomym, a tym bardziej nie jestem znajomym żadnej pieprzonej Jade.
- Co ty się jej tak uczepiłeś? - Podnosi jedną brew do góry.
- Nie lubię jej.
- Nie znasz jej.
- Nie lubię jej - powtarzam. - Nie mam zamiaru nigdzie jechać.
- Harry, proszę cię - Przewraca oczami. - Będzie fajnie.
- Nie będzie fajnie. Będzie chujowo.


*******


- Mówiłem, że będzie chujowo - stwierdzam, kiedy dokładnie 21 lipca jestem zmuszony do gniecenia się między walizkami na tylnym siedzeniu. - Nigdzie nie jadę! - drę się i próbuję wysiąść. Słyszę dźwięk zamykanych drzwi. - Chyba se kurwa jaja robisz! - Uderzam pięścią o szybę, kiedy Louis chowa kluczyk do kieszeni i macha mi zadowolony. Zamknął mnie! Jak on kurwa śmiał! Stoi teraz z pieprzoną Susan i pieprzonym Jack'iem, z którymi omawia ostatnie szczegóły wyjazdu. Byłem zmuszony oglądać całą ich wesołą ferajnę, kiedy przesiadywali w MOIM mieszkaniu i omawiali szczegóły wyjazdu. Louis świetnie się bawił jako przewodnik jebanej wycieczki. Nie wiem jakim cudem dałem mu się wpakować do samochodu. Kiedy wyżej wspomniany obraca się, żeby sprawdzić czy jeszcze żyję, wysyłam mu miłe pozdrowienie środkowym palcem.
- Zadowolony jesteś z siebie? - pytam, kiedy w końcu raczy załadować swój ziemniaczany tyłek na miejsce kierowcy.
- Bardzo - Cieszy się, odpalając samochód. - Dobrze, że się zgodziłeś.
- Ja się na nic....
- O Harruś! Twoja piosenka! - Zagłusza mnie i przygłaśnia radio. Próbuję jeszcze trochę go powyzywać, ale on tylko zaczyna śpiewać.
- Jezu! - Wyrzucam ręce w powietrze.
Odwracam się do tyłu i widzę, że w samochodzie za nami jedzie cała nasza kompania. Jade już zasypia na przednim siedzeniu obok Arona - kierowcy. Urocza parka na tylnej kanapie zaśmiewa się z czegoś. Wracam ze swoim spojrzeniem na Jade.
- A ciebie kurwa, mam dość już teraz - prycham i wracam do ignorowania piosenkarza Tomlinsona. Droga mija w miarę spokojnie. Kilka razy próbuję zgłosić mój sprzeciw, ale kończy się to tylko nową wymyślną arią w wykonaniu Louisa.
Po niespełna godzinie wjeżdżamy do gęstego lasu, którego miałem szczęście wcześniej nie widzieć.
- To tutaj? - Podnoszę brew.
- Tak - Uśmiecha się chłopak. - Ładnie, prawda?
- Okropnie - burczę.
- Jesteś w lepszym humorze niż zazwyczaj, no nie? - Odwraca się do mnie. Zdenerwowany wbijam mu palec w oko. - Przestań! - Odwraca się przodem do kierunku jazdy i przeciera łzawiące oko. - Nie bądź gburem, Hazz, to wakacje!
W końcu dostaję pozwolenie na opuszczenie samochodu. Przeciągam się kilka razy i rozglądam. Pachnie tu lasem i drewnem. Ptaki śpiewają i to właściwie jedyny odgłos tutaj. Jak uroczo.
- Mógłbyś mi pomóc? - sapie Lou, ciągnąc z całej siły jedną z walizek.
- A jak myślisz?
- Myślę, że tak. Chwyć tą rączkę - Przesuwa się, żeby zrobić mi miejsce.
Szarpiemy się z bagażami, kiedy do naszych uszu wpada warkot silnika. Czarny galant zatrzymuje się koło naszej skody.
- Musieliśmy jeszcze pojechać po klucze - oznajmia Jack.
- Chuj nas to - burczę pod nosem, a Louis uderza mnie w ramie.
Jeżeli myślałem, że jestem już u dna, to nowa wiadomość wbiła mnie w muł jeszcze bardziej. Nasi ,,znajomi" wzięli ze sobą dwa PSY, które teraz, wypuszczone po długiej jeździe, latają wszędzie i wąchają swoje dupy. Obrzydliwe. Namierzam wzrokiem Jade, która rozmawia o czymś gorączkowo z Susan. Nie wygląda na zadowoloną.



Jade's P.O.V


- Nie wygląda na zadowolonego - stwierdzam, gdy mój wzrok pada na Harrym.
- Daj spokój, przejdzie mu. Tak się cieszę, że tu jesteśmy! - Chwyta mnie w ramiona. - To będą moje najlepsze urodziny!
-Wiem, mówisz o tym od kilku dni - Odwzajemniam uścisk. - Muszę przyznać, że to bardzo ładne miejsce - Rozglądam się.  Domek otoczony jest ze wszystkich stron wzniesieniami. Jest większy, niż się spodziewałam. Prawie cały wykonany jest z drewna, a to dodaje mu tylko jeszcze większego uroku. Kiedy chłopcy szamotają się z torbami, my zwinnie odbieramy klucz i wchodzimy do środka pierwsze. Bardzo intensywna woń drewna, to pierwsze co daję się we znaki.
- Jest cudownie! - Susan okręca się, stojąc po środku salonu. - Muszę jeszcze raz podziękować Jack'owi.
- Co ja? - O wilku mowa. Chłopak targa za sobą dwie walizki, które wypadają mu z rąk, gdy Susan skacze na niego i całuje go mocno.
- Dziękuję! - krzyczy, kiedy ten chwieje się niebezpiecznie.
Śmieję się z nich, po czym zagłębiam się dalej. Wchodzę na piętro i widzę pokój, który od razu przejmuję.
- Ten mój! - krzyczę.
Jednak dzieje się coś dziwnego. Co prawda słyszę mój głos, ale pokrywa się z jakimś innym. Niższym. Bardziej zachrypniętym.
- Chyba kpisz - Odwracam się, widząc Harry'ego.
- Księżniczko, przenieś się gdzie indziej - prycha.
- Nigdzie się stąd nie ruszam.
Z nosem ostentacyjnie uniesionym ku górze siadam na łóżku.
- Nawet na to nie licz - Harry piorunuje mnie wzrokiem. - Pokój z balkonem zawsze jest mój
- wskazuje ręką na lekko uchylone drzwi tarasowe.
 -Żebyś się czasem nie przeliczył.
- Słuchaj, jestem tu wbrew woli....
- Mi też to nie odpowiada - chichoczę lekko.
- Jade! - denerwuje się. - Musisz psuć wszystko, zanim się zacznie?
- Co masz na myśli? - patrzę na niego z dołu. Stoi trochę bliżej niż stał przed chwilą i nie podoba mi się to.
- Zepsujesz Susan urodziny, zanim w ogóle się zaczną.
- Nie wjeżdżaj mi na emocje! - Podnoszę się tak, że teraz klęczę na materacu. - Kłócimy się o pokój idioto, pokój. Nie mieszaj w to nikogo.
- Jesteś taka niedomyślna - Kręci głową z niedowierzaniem.
- Co masz na myśli?
- Właśnie to - wskazuje na mnie ręką. - Po prostu jesteś zbyt mało inteligenta, żeby łączyć ze sobą pewne fakty.
Nabieram powietrza do płuc, bez słowa odwracam się i kładę tyłem do niego.
- Poddajesz się? Zabrakło argumentów? - prycha nad moim uchem.
- Wyjdź - żądam.
- To mój pokój - stwierdza.
- Po prostu idź - mój głos robi się coraz cichszy.
- Nie - Jest nieugięty i tak strasznie chamski.
Czuję, jak materac ugina się pod jego ciężarem, kiedy siada na krawędzi łóżka.
- Wieczorem ma cię tu nie być - rzuca oschle przez ramie.
- Czemu? Możemy powydzierać się trochę razem - żartuję i obracam się na plecy.
Przeciera twarz dłonią i rzuca mi ostatnie wściekłe spojrzenie, po czym podnosi się i wychodzi. Tak właśnie miało być. Uśmiecham się triumfalnie.
- Wieczorem ma cię tu nie być - powtarza i zatrzaskuje drzwi.
- Wieczorem ma cię tu nie być. - przedrzeźniam go z głupi wyrazem twarzy.
Piszę sms'a do mamy, że bezpiecznie dojechaliśmy i z tego co wiem, Bruno ciągle żyje. Co prawda, na mojej warcie nie będzie miał wstępu do domku, ale myślę, że na dworze będzie bawił się równie dobrze. Schodzę na dół zobaczyć, co porabia reszta załogi. Nikogo nie ma w środku, nawet na moje krzyki nikt nie raczy odpowiedzieć. Wychodzę na zewnątrz. No oczywiście. Wszyscy zajęli się już wrzucaniem się nawzajem do wody. Jack i Susan przepychają się przy krawędzi molo, Aron i Louis dyskutują o czymś, a pan ciemności siedzi obrażony na cały świat gdzieś z boku. Jakie to wzruszające. Ściągam szorty i koszulkę i biegnę do nich wesoła.
- Znowu przytyłaś, skrzacie - Mierzy mnie wzrokiem Aron, a ja uderzam go pięścią w brzuch. - I przypakowałaś - dodaje, masując obolałe miejsce. - Wiesz co powinienem zrobić, jako twój najlepszy przyjaciel? - pyta i niebezpiecznie się do mnie zbliża.
- Nie, nie powinieneś ze mną popracować nad moją otyłością - Kręcę głową i cofam się coraz dalej. Zauważam, że Susan i Jack są już w wodzie i zostaliśmy sami na molo. Louis przygląda nam się ze śmiechem.
- Powinienem - przyspiesza tępa i już po chwili przewiesza mnie sobie przez bark. Uderzam pięściami w jego plecy i krzyczę na cały głos. - Podrapiesz mnie! - oburza się chłopak.
W desperackiej próbie ucieczki zaczynam szarpać jego włosy. Jednak i to nie pomaga i po chwili ląduję w wodzie. Wynurzam się nad powierzchnie i piorunuję wzrokiem uśmiechniętego chłopaka.
- Zapłacisz mi za to! - grożę. - Zobaczysz. 
- Cicho, karzełku - Pokazuje mi język i siada na molo tak, że jego stopy są w wodzie.
Bezskutecznie próbuję ściągnąć go do siebie.
- Męcz się męcz, spalisz trochę kalorii - rzuca obojętnie, po czym wkłada okulary przeciwsłoneczne i wystawia twarz w stronę słońca.



Louis's P.O.V


- Aron jest naprawdę całkiem fajny - stwierdzam, kiedy godzinę później przysiadam się do zdegustowanego wszystkim Harry'ego. - Polubiłbyś go.
- Niewątpliwie - prycha i wraca do obrzucania wszystkiego pełnym pogardy spojrzeniem.
- Nie zachowuj się jak bachor - Uderzam go w plecy. - Chociaż idź zobaczyć molo!
Dla świętego spokoju wstaje i udaję się na pomost. Patrzę na niego jak podchodzi do krawędzi i obraca się w moją stronę.
- Zadowolony?
- Bardzo - oznajmiam z uśmiechem.
Nagle dwie małe dłonie zaciskają się na jego kostkach i wciągają go do wody.
Śmieje się, kiedy widzę jak Susan i Jade przybijają sobie piątki, a mokry Styles wynurza się z wody.
Po siarczystym wianuszku przekleństw gramoli się na brzeg i wraca na miejsce pod drzewem, gdzie na niego czekam.
Brzuch boli mnie ze śmiechu, kiedy widzę, jak jego i tak obcisłe już spodnie przylegają do jego nóg pod wpływem wody.
Przewracam się na plecy nie mogąc już usiedzieć.
- Kiedyś naprawdę ją zabiję - stwierdza i siada koło mnie. Towarzyszy temu głośne ,,pierdzenie" z jego butów.
- Przesadzasz - Ocieram dłońmi mokre od łez policzki.
- Nie wkurwiaj mnie - syczy i ściąga buty.

*****

Wycieram włosy ręcznikiem dopiero, kiedy robi się ciemno. Wchodzę do domku. Aron i Jack gdzieś się zmyli, bo nie ma ich z dziewczynami, a te, siedzą na kanapie i zajadają się mandarynkami.
- Widziałyście Harry'ego? - pytam.
- Nie, od czasu kiedy poszedł się suszyć nie. Chyba pilnuje pokoju, żeby mieć pewność, że będzie mógł mi go zająć - Wzrusza ramionami Jade. - Po co mu w ogóle pokój? Przecież i tak nie śpi.
- Cicho, Jade! - upominam ją, rozglądając się, czy Harry'ego na pewno nie ma w pobliżu.
-Powiedziałam tylko, że nie śpi. Nie powiedziałam nic o jego koszmarach. Nie wydam cię, spokojnie. - uśmiecha się błogo, a krew odpływa z mojej twarzy, kiedy widzę jak JEGO oczy wiercą dziurę w moich. Harry stoi na schodach z miną co najmniej dwudniowego nieboszczyka. Usta zaciskają się w wąską linie, a klatka piersiowa przestaję się na chwile ruszać. Patrzy na mnie wzrokiem, którego nigdy jeszcze nie widziałem i nie chciałem zobaczyć.




22 komentarze:

  1. Tak. Tak. Tak! (teoretycznie już śpię, więc będę się streszczać (jakbym zazwyczaj tego nie robiła))
    Zdajesz sobie sprawę z tego, że wklejanie zdjęcia w miejsce opisu nie załatwia sprawy, prawda?
    Powtórzę jeszcze raz, chcę takich przyjaciół! Aron jest chyba miłością mojego życia :)
    Zastanawia mnie rzekoma "otyłość" Jade - kilka razy pojawiła się wzmianka o niej (w postaci złośliwych uwag), ale dziewczyna nigdy o tym nie wspominała. Rzeczywiście ma nadwagę, czy przyjaciele tylko tak sobie z niej żartują?
    Pojawiło się kilka błędów. Szukasz może bety, która sprawdzi poprzednie rozdziały i pomoże poprawić nowe? Wiem, że mistrzem ortografii nie jestem, ale co dwie głowy (a właściwie półtora, bo moja liczy się jako połówka) to nie jedna :)
    Ciekawam reakcji Harry'ego.
    Pozdrawiam,
    Szaławiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o dziwo się rozpisałam *.*
      Żeby nie było, to ja jestem fanką nr 1. Kiedy zaczynałam pisać komentarz, była 22:47 (chyba) i byłam pierwsza!

      Usuń
    2. Dzięki za komentarz! :D
      Wiem, że wklejenie zdjęcia nie załatwia sprawy :D Może i rzeczywiście, mogłabym bardziej się rozpisywać i wywodzić nad pięknem krajobrazów świata przedstawionego :D I chyba tak zrobię, dzięki za uwagę.
      Co do błędów, to chyba się zgodzę, bo akurat ortografie kaleczę :(

      Usuń
    3. Właściwie, to zgodzę się na pewno :) Bardzo chętnie zacznę współprace :D

      Usuń
    4. Byłoby mi bardzo miło :)
      Mój email:
      pannahumorzasta@gmail.com

      Usuń
    5. Nie mogę znaleźć twojego maila :(
      Spróbuj napisać na mój:
      sarabiissuprised@gmail.com

      Usuń
  2. Haha Harry jaki zadowolony (ahh ten sarkazm. Xd) mega się ciesze ze juz tam pojechali...jestem mega ciekawa jak będzie z tym pokojem i ich kłótnią xd haha boże jak oni się nienawidzą ale jak mówią między nienawiścią a miłością cienka linia czy jakoś tak xd. Nie mogę się doczekać nastepnego :D!!!!! Tak wgl genialny rozdział jak zawsze więc co ja Ci będę pisać xx
    ~pro dziubas :* życzę weny i wgl wgl ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też się zastanawiam... Jade serio ma nadwagę czy tylko sobie żartują xd?

      Usuń
  3. Super rozdział i zgadzam się z Szaławiła. :) czy tylko mi w scenie w której dziewczyny wciągały Harrego do wody, z sceną z Harrego Pottera?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczęłam czytać dzisiaj i skończyłam teraz ☺
    Ten ff jest po prostu świetny ��
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ������
    Zakochałam się po prostu ������
    Przez jakiś czas też pisałam, więc wiem jaką to sprawia frajdę i ile daje radości ��
    Zastanawiam się czy nie wrócić do pisania, ale na razie to tylko plany ��
    Jak już mówiłam nie mogę się doczekać aż się potoczą losy Heriego i Jade ������
    Całuję i życzę mnóstwo weny ������

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróć do pisania! To super sprawa! :D

      Usuń
    2. Na razie zbyt dużo pomysłów i zbyt mało czasu ��

      Usuń
  5. Super rozdział! Mi się podoba jak w krajobrazie jest opis, ale zdjęcie to dla mnie podstawa ( inaczej muszę sobie to wszystko wyobrażać i nad dwoma wersami tekstu ślęczę 5 minut xd). I na końcu ten wzrok Harry'ego AJKILJU xD *Łzy wzruszenia* Jestem twoim czytelnikiem!! W miarę nowym xd. Też zastanawia mnie sprawa otyłości Jade *.* Podejrzane O.o ( teraz tak jakoś mi się skojarzyło z Puść jom, pedziałam puść jom XDD) Odpowiedz!! Nie mogę żyć w niewiedzy! A i jeszcze pytanko :) Wiesz może kiedy nowy rozdział? ( tak żebym wiedziała mniej więcej kiedy wpaść do Ciebie ^^) Kc bardzo

    Soph, Xxoxoxox

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że do jutra coś powinno się pojawić :D Dzisiaj muszę się uczyć :(

      Usuń
  6. Podziwiam cię za to, że potrafisz pisać(i to nieźle) w kilku perspektywach. Naprawdę spoko rozdział i opowiadanie. Trafia do mojej kolekcji ff.

    Polecam również przeczytać opowiadanie Crazy mind, które jest remake'iem autorki opowiadania o tym samym tytule. Dostępne jest na Wattpadzie i blogspocie z tego co wiem.

    http://www.wattpad.com/80812212-crazy-mind
    http://haveyougotcrazymind.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. błagam powiedz mi że Jadie będzie z Aronem xD czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <atak padaczki

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej :) Serdecznie chciałabym cię zaprosić na NOWY spis fanfiction ! :) http://kraina-fanfiction.blogspot.com/ ! Bądź jedną z pierwszych osób ! <3 Pozdrawiam <3 Miłego dnia ! Przepraszam za spam !!!! ;***

    SUPER SZABLON !

    OdpowiedzUsuń