poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział trzydziesty ósmy

Rozdział dedykuję:
 Alex XD
I'm sorry Can'y be perfect
Rita Szcześniak
za każdy komentarz, za każdą emocję, które razem ze mną dzielą, czytając to opowiadanie :)







Aron's P.O.V





- To wy się znacie? - pyta zbity z tropu Liam.
- Nie znam Arona - Wzrusza ramionami Zayn. - Znam Adama.
Payne marszczy brwi i patrzy to na mnie, to na niego. 
- O co chodzi? - domaga się odpowiedzi.
- To wszystko przez ciebie - syczę w końcu, a Zayn patrzy na mnie zdziwiony. - To wszystko twoja wina. 
- Moja? Ja tylko dostarczam towary, tak jak twój kolega, który jest sprytniejszy, niż mi się wydawało.
- Co? - Marszczę brwi. - O czym ty mówisz?
- Nic nie wiesz? No tak, nikt nie miałby powodu, żeby ci mówić - kpi Malik.
- O czym, kurwa mać? - Liam zaczyna mówić coraz głośniej.
- Twój kolega, ten, z którym byłeś po towar, wybił się całkiem nieźle na wpadce dowództwa. Dobry biznes, nie powiem. 
- Przejdź do rzeczy - niecierpliwię się. 
Zimna nienawiść jaką zaczynam żywić do Mulata, rośnie z każdą chwilą. Payne wygląda jakby miał ochotę uderzyć każdego z nas. Ogarnia mnie jednocześnie złość, jak i strach, że wcale nie skończyłem z tą sprawą całkowicie.  Mierzę Malika zawistnym spojrzeniem spod zmarszczonych brwi, z czego on nie robi sobie kompletnie nic.  
- Nie wiem, czy mogę od tak o tym mówić - Zayn rozgląda się po pomieszczeniu, z przesadnie wystraszoną miną, po czym wraca ze swoim spojrzeniem na mnie i uśmiecha się złośliwie. Jego pretensjonalność wychodzi mi już bokiem. - Skoro jednak dowództwo rozwiązało działalność na terenie Anglii, chyba nic mi nie zrobią. Zwłaszcza, że tak czy siak w tym siedzisz.
- W niczym nie siedzę - oburzam się i zaplatam ręce piersi. Nie jestem całkowicie przekonany co do swojej racji, ale będę uparcie udawał, że nic mnie nie łączy z mafią.
- Jeżeli któryś z was nie powie mi o co chodzi...
- Aron brał udział w skoku mafii, o której kiedyś ci mówiłem i kazałem siedzieć cicho - przerywa Liam'owi Zayn, przewracając przy tym oczami. Zaczął go denerwować jazgoczący przyjaciel.
 Po jego słowach nastaje cisza, a Payne blednie i patrzy na mnie otępiały. Chyba liczy na to, że zaprzeczę, ale ja tylko odwracam wzrok. Li to osoba, która nie powinna być w to zamieszana. Jeszcze tego mi brakowało, kolejnego osądzania. 
- Potrzebowałem pieniędzy dla mojej cioci. Przewiozłem z Jack'iem jakieś skrzynki, w których były Koktajle Mołotowa - Wzdycham głośno i zaciskam dłonie w pięści. 
- A że władza okazała się być mniejszymi debilami niż sądziliśmy,  trzeba było kogoś podstawić, żeby mieli co złapać i żeby się odwalili. Padło na Jack'a - kończy Zayn, po czym przeciąga się,  jakby zmęczony swoim monologiem. - Irydion zakazał działania na całym terenie Anglii, więc straciłem pracę. Ta wpadka trochę go przestraszyła. Zresztą, nie dziwię mu się. Skoro jednak nic mnie z nim nie łączy, mogę spokojnie wrócić na ekonomie. Drugi rok to poważna sprawa. Młody, oprowadzę cię po uczelni! - Szturcha Lama, który wygląda jakby dostał czymś w głowę, po czym idzie do kuchni.
- Jak to ,,Padło na Jack'a"? - pytam po chwili, obracając się w jego stronę.
Idę za nim. Zayn opiera się o niebieski blat i otwiera puszkę, którą, jak dopiero teraz zauważyłem, trzyma w dłoni.
- Jack miał dać się złapać. Powiedzieć, że ktoś mu kazał to zrobić, że to on wiózł te Koktajle i działał sam. Policja złapie sobie huligana i będzie bardzo zadowolona. Dostał fałszywe dokumenty, a hakerzy mafii włamali się do systemu danych. Usunęli Jack'a Terrence'a ze świata, nie ma go - kończy, po czym bierze łyk swojego napoju.
- A jego rodzina? Zapłacili im za milczenie? - Patrzę na niego wystraszony.
- Nieee, to byłoby zbyt ryzykowne, zawsze mogło się komuś coś wymsknąć - Malik uśmiecha jeszcze szerzej niż wcześniej, ale to nie jest szczery, ciepły uśmiech, Jest zimny i pozbawiony jakiejkolwiek pozytywnych emocji.  - No wiesz, bum-bum - mówi Zayn cicho, kiedy widzi, że nie rozumiem o co mu chodzi.
Otwieram usta, a nieznane uczucie paraliżuje moje ciało. Widziałem rodziców Jack'a raz. Jego rodziców i...
- A jego młodsza siostra? - pytam, a żołądek wywraca mi się na drugą stronę. Zayn nagle staje się bardzo poważny, a kolor odpływa z jego twarzy.
- Zastrzelili wszystkich. Mamę, tatę, siostrę i babcię, która spała na górze. Zostawili tylko dziadka, który jest chory na alzheimera. Zapomni o wszystkim, więc to bez różnicy.
- A ciebie to w ogóle nie obchodzi?! - krzyczę naglę, bo emocje wzbierają we mnie gwałtownie, i podnoszę dłonie do włosów. Wplatam je w nie i mocno pociągam, chodząc z jednej strony pokoju na drugą.
- Obchodzi mnie tylko moja rodzina. Siedzę w tym biznesie tyle lat, że to dla mnie bez różnicy - mówi, ale widzę, że kłamie. 
Wypuszczam gwałtownie powietrze. Histeryczna złość sprawia, że moje dłonie zaczynają drzeć. Podchodzę do blatu i chwytam talerz, który na nim stoi.
- Dlaczego go nie zastrzeliliście? - pytam w chwili rozpaczy. Mój głos jest najcichszy z możliwych, prawie w ogóle nie słyszalny.
- Co powiedziałeś? - Zayn nachyla się do mnie, a ja gwałtownie odskakuję w bok, dalej trzymając w rękach talerz.
- Dlaczego go nie zabiliście?! - krzyczę i ciskam talerz przed siebie. Mój głos skacze z wyższych rejestrów na niższe, a ręce mam zaciśnięte tak mocno, że zaczynają boleć. Malik unika lecącego pocisku, schylając się szybko. - Bawi was to, że teraz pałęta się po świecie jak pieprzony pies?! - drę się, a Liam patrzy na mnie wystraszony.
- Aron! - upomina mnie.
- Zabijcie go! Sam go zabiję! -  Przemawia przede mnie beznadziejny żal. Patrzę na Zayn'a, który powoli się podnosi. Nie widzę w nim mordercy. Nie widzę w nim nikogo złego. On tak dobrze udaje, czy to ja jestem tak mało domyślny? - Sam go zabije - powtarzam dobitnie. 
Mój głos cichnie, a echo po głuchym uderzeniu talerzem dalej niesie się po pokoju. Fanatyczna nienawiść do wszystkiego każe mi miotać się na wszystkie strony, ale nie mogę. Nie mogę się ruszyć, przez tak gęstą atmosferę w pomieszczeniu.
Zmuszam się do oderwania nóg od podłogi i kieruję się w stronę swojego pokoju. Otwieram okno z trzaskiem, po czym wyciągam paczkę papierosów.  Odpalam jednego i już po chwili wydmuchuję dym prze okno.
- Stary? - Słyszę za sobą głos Liam'a. Odwracam się gwałtownie i patrzę na niego błagalnie. Niech stąd wyjdzie. - Nie wiedziałeś, tak?
- Nie miałem pojęcia o niczym - mówię, a głos wydostaje się z moich ust wraz z dymem. 
- To dlatego pokłóciłeś się z dziewczynami? Dowiedziały się o tej sprawie?
Zdążyłem wtajemniczyć trochę mojego przyjaciela w sekret swojej obecnej sytuacji. Wiedział tylko tyle, że posprzeczałem się z Jade i Susan. Nie domagał się powiedzenia o co, więc po prostu przemilczałem tę część. 
Nie wiem, czy Payne zniesie dzisiaj coś więcej. Ja na jego miejscu pewnie nie dałbym rady. Mimo to, to jedyny moment, żeby powiedzieć mu o większości spraw. 
- Koktajle Mołotowa były potrzebne, żeby coś podpalić. Nie wiedziałem, że chodzi o ich blok - mówię cicho, a Liam opiera się obok mnie na parapecie. Jestem świadom, że zaraz może wybuchnąć i wyrzucić mi wszystko, co ma do zarzucenia. Wyrzuci mnie stąd i każe mi szukać nowego mieszkania.
- Dlaczego? - pyta po chwili. No oczywiście, od czego innego mógłby zacząć.
- Potrzebowałem pieniędzy...- zaczynam, ale on mnie przerywa.
- Chuj mnie to obchodzi. Zrobiłeś to, to TWOJA przeszłość. Ale dlaczego akurat blok Jade i Susan? 
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Marszczę brwi i obracam się, żeby móc na niego spojrzeć. 
- Nie mam bladego pojęcia. Najmniejszego - Wzruszam ramionami. 
Liam patrzy chwile w przestrzeń i nad czymś się zastanawia, po czym odwraca się i krzyczy:
- Zayn? Chodź tu.
Patrzę na niego zdegustowany. Jeszcze jego tu potrzeba. Mam dość jego twarzy...tak właściwie na zawsze, ale póki co muszę z nim mieszkać, więc co najmniej do jutra.
- Hm? - Malik pojawia się w drzwiach już po chwili i patrzy na nas pytająco.
- Do czego były te Koktajle Mołotowa? Dlaczego akurat blok dziewczyn?
- Nie wiem, podobno jest w nim coś, na czym bardzo zależy Irydionowi. Nie wiem, co to jest.




Harry's P.O.V





- Harry! - krzyczy Jade, kiedy po raz kolejny naciskam czerwoną słuchawkę. 
- To bardziej stresujące, niż ci się wydaje - burczę.
 Odkładam telefon na bok. Mam już kolejny pomysł, żeby dogadać dziewczynie, ale kiedy  tylko otwieram usta, ona przykłada palec do ust. Patrzę na nią zdziwiony, ale po chwili rozumiem czemu to robi. Na schodach słyszymy kroki, które stają się głośniejsze z każdą chwilą. 
Patrzymy po sobie, a chwile później drzwi do pokoju otwierają się. Jade wzdycha z ulgą, kiedy widzi w nich roześmianą twarz Louis'a. Tomlinson wchodzi do pokoju, a zaraz za nim ładuje się Susan.  Jest wyjątkowo wesoła i aż za bardzo okazuje swoje podekscytowanie.
- Pomyśleliśmy, że możemy się dzisiaj zamienić. Zostańcie tutaj, my pójdziemy do Susan - mówi Lou, a Jade odwraca się w moją stronę. 
- Może być? - pyta mnie, na co ja obojętnie kiwam głową. Co za różnica? - Susan, błagam cię, nie zabij się jak będziesz schodzić po drabinie. 
- Kto to mówi, to ty masz koordynacje ruchową kamienia - odgryza się Su, na co Louis się śmieje. Przewracam oczami. Dlaczego tylko mnie nie śmieszą ich żarty? 
Susan patrzy chwilę na Jade, po czym przenosi wzrok na mnie. Wybiega z pokoju bez pożegnania i przeskakuje przez barierkę. Louis wzdycha do siebie i podnosi oczy do sufitu. Mówi bezdźwięcznie: ,,Bardzo subtelnie", po czym kieruje się za nią. 
- Są beznadziejnie wychowani - stwierdzam, a Jade odwraca się w moją stronę i patrzy na mnie pytająco. - Ani ,,cześć", ani ,,spierdalaj", po prostu wyszli.
- Powinieneś poczuć się urażony - stwierdza.
- Jestem. Boli mnie serce.
- Zaboli cię co innego, jeżeli zaraz nie zadzwonisz do Enza - ucina, na co ja patrzę na nią zbolały.
- Daj mi z tym spokój, Enzo pewnie już śpi.
- To człowiek biznesu, on nigdy nie śpi - śmieje się.
- Czemu tak ci na tym zależy? - pytam i opadam plecami na łóżko. Mam gdzieś jej prośby, będę robił wszystko, co będę chciał. Jestem dorosły i żadna pieprzona Jade nie może mi nic kazać.
- Nie rób tej miny - Słyszę jej głos, na co się podnoszę i mierzę ją krwiożerczym spojrzeniem. Nasz stały kontakt nie robi nam dobrze. 
- Jakiej?
- Zawsze jak ją robisz zaczynamy się kłócić - rzuca obojętnie, po czym podchodzi drzwi i zamyka je na klucz.
- Nie prawda.
- Prawda. Pewnie przed chwilą miałeś ochotę się obrazić.
Marszczę brwi. Mam ochotę się obrazić teraz. 
- Nie ważne. Zadzwoń do niego i miejmy to z głowy. Dowiedz się, kiedy możemy tam jechać.
- Enzo wpadnie w panikę i tyle z naszej rozmowy - mówię zrezygnowany i podnoszę telefon. Przesuwam kontakty, a Jade siada obok mnie.
- Przepraszam, ale czy ,,Ekstremalnie Wkurwiająca Księżniczka" to ja? - pyta, patrząc mi przez ramię.
- Skądże znowu, to Filip - mówię ironicznie i szybko wciskam ,,Enzo Walker". Przykładam telefon do ucha, ale dziewczyna trąca mnie, a kiedy na nią patrzę, mówi cicho ,,głośnik".
Włączam tryb głośnomówiący i kładę sobie telefon na kolanach.
- Halo, Winnie?
Zaciskam oczy i wypuszczam powietrze przez nos. 
- Mówiłem ci, żebyś tak do mnie nie mówił - informuję go grzecznie.
- Kiedy byłeś mały miałeś obsesję na punkcie ,,Winnie the Pooh", więc twoje przezwisko jest już zatwierdzone i będziesz je miał już wiecznie - Enzo nie daje za wygraną. - Co u ciebie?
- Wszystko...prawie wszystko w porządku - mówię po chwili namysłu.
- Prawie?
- Nie chciałem cię tym martwić. Jest taka tycia sprawa...Na początku sierpnia jakiś idiota podpalił nasz blok. Tylko nie krzycz.
Następuję chwila ciszy, a ja zaciskam usta i czekam na to, co wiem, że nastąpi.
- Czyś ty zdurniał, że nie chciałeś mi o tym powiedzieć? Harry, wiesz, jaka to poważna sprawa? - Zaczyna mi wytykać.
- Wiem, ale...
- Żadnego ,,ale". Co policja o tym mówi? Przesłuchiwali was?
- Nie, ale...
- Macie gdzie mieszkać? Chcecie przyjechać?
- Enzo, mamy gdzie mieszkać...
- Nic wam nie jest? Wszyscy jesteście cali?
- Tak, Enzo, daj mi dojść do słowa.
- Możecie do mnie przyjechać, kiedy tylko chcecie.
- Enzo! Jest w porządku, zatrzymujemy się w domu Susan Fox, naszej sąsiadki, przyjaciółki Jade - Przecieram twarz dłonią. Mam dość tej rozmowy, jest bezcelowa.
- Tak mnie wystraszyłeś! - wzdycha mój rozmówca, na co ja wywracam oczami.
- Przepraszam. Nie dzwonię jednak w tej sprawie. Chcielibyśmy do was przyjechać. Czy ty i Filip nie macie nic przeciwko? 
- Nie, przecież umawialiśmy się, że przyjedziecie, więc w czym problem? - pyta Enzo o najgorszą sprawę z możliwych. Powoli przenoszę wzrok na Jade, która wygląda jakby oczy zaraz miały wyjść jej z orbit. 
- Chcieliśmy przyjechać trochę wcześniej. Przed twoimi urodzinami, 
- Możesz przyjechać kiedykolwiek. Tęsknię za tobą. 
- Ja za tobą też - mówię z uśmiechem. - Przyjedziemy z Jade niedługo, wezmę jeszcze Louis'a i Susan. 
- Nie ma sprawy. Daj mi tylko znać, kiedy mniej więcej będziecie. I Harry?
- Hm? - mruczę.
- Opiekuj się Jade. To świetna dziewczyna. 
- Wiem. Będę - odpowiadam cicho. 
Żegnamy się, po czym odkładam telefon na bok. Przecieram oczy dłońmi i dziwię się, jak bardzo zmęczony jestem.
- Zadowolona? - zaczynam ironicznie. 
- O czym on mówił, Harry? - pyta Jade.
- O niczym, coś mu się pomyliło - kłamię od razu.
- Oboje wiedzieliście, o czym rozmawiacie. Gadaj.
- Kiedy byliśmy w Irlandii, jakoś tak wyszło, że obiecałem mu, że przyjedziemy na jego urodziny. Zupełnie przypadkiem. Wielka mi sprawa, naprawdę - Podnoszę dłonie z rezygnacją.
Denerwuję mnie jej przesłuchanie. Dopytuje się o wszystko, jakby to była jej sprawa.
- Powinieneś był mi o tym powiedzieć. Skoro jednak tak wyszło, nie mamy wyboru, polecimy dwa razy - stwierdza obojętnie. - Skoro Enzo uważa nas za parę, bądźmy chociaż dobrzy w tym, co udajemy. Poza tym, jestem pod wrażeniem. Rozwijasz się, Winnie. Masz emocje - mówi Jade, po czym wstaje z miejsca.
- Nie mów tak do mnie - oburzam się, śledząc ją wzrokiem. Podchodzi do szafki i wyciąga z niej koszulkę z nadrukiem ,,The Beatles".
- Idę się przebrać. Nie narób hałasu i nie ściągnij tu nikogo, bo zostawiam drzwi otwarte - informuje, po czym wychodzi z pokoju.
- ,,Nie narób hałasu" - przedrzeźniam ją, przerysowując jej mimikę twarzy.





Jade's P.O.V




Wchodzę pod prysznic i od razu się denerwuję. Lena wykorzystała całą odżywkę do włosów. 
- Super - mruczę do siebie. 
Muszę jutro jechać do sklepu, bo wszystkiego zaczyna brakować. 
Po dwudziestu minutach, stoję zawinięta w ręcznik i wyklinam swoją siostrę. Moje włosy są bardzo trudne do rozczesania, a mnie boli ręka od trzymania jej w górze. W końcu rezygnuję i mówię sobie, że zajmę się tym rano. Wciągam koszulkę przez głowę i cicho przebiegam przez korytarz. Psy śpią obok siebie pod drzwiami do pokoju Leny, więc przeskakuję je sprawnie, starając się nikogo przy tym nie obudzić. W końcu dopadam do mojego pokoju i zamykam za sobą drzwi.
- Nie potrzebujesz wziąć prysznica? - pytam ironicznie Harry'ego, który bezczelnie zajął jedną połowę łóżka. Wiem, że ma obsesję na tym punkcie i kąpie się przynajmniej pięć razy dziennie. Przy każdej okazji. Louis ma mu za złe rachunki za wodę i czas spędzony w łazience.
- Daj mi spokój - burczy Pan Ciemności. - Chciałbym ci przypomnieć o naszym zakładzie - Obraca się nagle w moją stronę. 
- Jezu, nie możesz sobie darować? - pytam zbolałym tonem.
- Nie mogę.
Przewracam oczami i siadam na łóżku.
- Jakiś fakt o sobie, tak? - Patrzę w ścianę przede mną i wyginam usta w dół.
- Tak.
Odwracam się do niego i widzę, że wpatrzony jest prosto we mnie. 
- Przespałam się kiedyś z chłopakiem - mówię w końcu.
- O ile to nie Aron, bo to by było popieprzone, to uważam, że to normalne i się nie liczy - mówi oburzony.
- Rodzice wyrzucili mnie przez to z domu - dodaję i uśmiecham się blado. 
Harry patrzy na mnie zdumiony przez chwilę, a ja zaciskam mocno usta i odwracam wzrok. Nie chcę mówić o tym więcej. Nie wiem czemu tylko to przyszło mi do głowy, podczas gdy mogłam powiedzieć cokolwiek.
- Było ciężko - mówię i podciągam nogi pod brodę. - Myślę, że powinieneś się już kłaść, skoro masz się wyspać. Dobranoc, Harry.
Nabiera powietrza, żeby jeszcze zaprotestować, ale ja tylko kręcę głową i odwracam się do niego plecami. Styles rezygnuje i słyszę, że kładzie głowę na poduszce.
Cieszę się, że nie muszę się powtarzać. Nie chcę o tym opowiadać nigdy więcej.
Zamykam oczy i opieram głowę na kolanach. Kto by pomyślał, że ostatnio jestem taka emocjonalna? Z czego to wynika?
- Wiesz, raz w życiu się zakochałem - Słyszę nagle głos Harry'ego. - Przynajmniej tak mi się zdawało. Teraz wiem, że jedyną kobietą, którą kochałem była moja mama. No, ale kiedy mówiłem Larze, że jest dla mnie najważniejsza, to naprawdę tak myślałem. Spałem z nią, to oczywiste. Myślałem nawet, że kiedyś się jej oświadczę. Głupie, co? Potem zerwaliśmy, kiedy dowiedziała się, że wyjeżdżam. Nie wiedziałem, czy bardziej boli mnie widok mojej mamy, która patrzy jak odjeżdżam, stojąc w samym szlafroku na schodach, czy kiedy Lara mówiła ,,nie". Wiesz co? Bez problemu mogę sobie przypomnieć Laurę. A mamy nie pamiętam. Nie pamiętam jej twarzy. Nie pamiętam jak się śmiała. Może to przez to, że padał  wtedy deszcz i tak wszystko rozmył. Albo nie byłem w stanie znieść tego, że zawiodłem osobę, której na mnie zależało. Jezu, ona wtedy tak strasznie płakała. Chciałbym pamiętać ją taką, jaka była przez te wszystkie lata. Jak mówiła, że nie urosnę jak nie będę jadł tych pieprzonych brokułów. Nie chcę pamiętać jej, kiedy płacze i stoi na tych pieprzonych schodach. A wiesz, że po tym wszystkim, jak wrzeszczałem, że ma wybierać, albo ja, albo ślub z moim ojcem, ona napisała do mnie sms'a, że ma nadzieję, że wylądowałem bezpiecznie? Wtedy zrozumiałem znaczenie słowa ,,kochać". Twoi rodzice są jak moja mama. Kochają cię bezgranicznie, to co było ich nie obchodzi. A to, że jebany Derek nie jest się w stanie pogodzić z tym, że z tobą nie zawsze jest łatwo, znaczy, że jest pieprzonym debilem i niedorozwojem. Niesiesz ze sobą emocjonalny bagaż. Z każdym dniem odkrywam, że jest go coraz więcej. Jesteś pieprzoną, zaborczą, ciekawską księżniczką. No i jesteś podobna do mojej mamy. A mogę szczerze powiedzieć, że o takiej kobiecie może śnić każdy. No, chyba, że jest się mną, wtedy śni się o śmierci. Ale gdyby nie to, pewnie śniłabyś mi się. Twoje chodzenie na palcach, nigdy nie pomalowane oczy i posiniaczone nogi. Śniłabyś mi się ty i moja mama. 
- Harry? - pytam po chwili ciszy.
- Co? - Odwraca się do mnie i gwałtownie podnosi. - Czemu ty płaczesz?
- Przytul mnie - proszę cicho.
Zastyga chwile nieruchomo, po czym odrzuca kołdrę na bok i przyciąga mnie do siebie.
- Gdybyś mógł cofnąć czas, zmieniłbyś coś? - pytam, dusząc w sobie łzy. Nie mogę płakać co chwilę, to absurdalne.

- Nie. Zrobiłem dobrze - mówi cicho i obraca mnie tak, że teraz praktycznie leżę, a on obejmuje mnie ramionami i przysuwa się tak, żebym mogła leżeć mu na kolanach. - A ty?
- Ja chyba też nie. Nie wiem, czy bym cię poznała, gdybym coś zmieniła. 
- Nie zamieniłabyś mnie na swoje dziewictwo? - pyta, a ja zaczynam się śmiać.
- Ty wszystko zawsze psujesz.



Harry's P.O.V




- Wiem - odpowiadam. - To źle, że mi o tym powiedziałaś?
- Nie, dlaczego? Teraz przynajmniej wiem, co muszę zrobić - mówi coraz ciszej.
- Co takiego?
- Muszę cię zmusić do spotkania z mamą -  Wzdycha, po czym przymyka oczy.
Uśmiecham się ironicznie. Jeżeli jestem w stanie dużo dla niej zrobić, to tego nigdy nie osiągnie. Obiecałem mamie, że więcej mnie nie zobaczy, jeżeli nie przyrzeknie mi, że podpisze intercyzę. Słowo się rzekło.
Patrzę chwilę w ścianę, cały czas gładząc ją po plechach. 
- To chyba jedna z tych rzeczy, do których nikt nie może mnie zmusić - mówię. - Idziemy spać? Wiem, że mówiąc ,,idziemy" mam na myśli siebie, ale kiedy mówię ,,my", to brzmi lepiej. Jade? - Patrzę na nią, kiedy nie odpowiada. Oddycha równomiernie, cały czas wtulona w mój tors. Śpi. - Aha, super - Przewracam oczami. Marszczę brwi i patrzę na nią. - Może mam cię jeszcze przytulać całą noc? Nie ma mowy - stwierdzam, odkładając ją obok siebie. Dziewczyna dalej ma rękę przerzuconą przez mój brzuch, a kiedy tylko wyplatam ręce spod jej pleców, ona znowu się do mnie przysuwa. Wzdycham zdenerwowany. Już za długo narusza moją przestrzeń osobistą. Przecieram oczy, a następnie chwytam pilota do telewizora. Czeka mnie długa noc. 


******


- Co ty robisz? - pyta Jade, a ja odrywam wzrok od świecącego pudła.
- Oglądam serial - Wzruszam ramionami. 
- Która godzina? - Dziewczyna przewraca się na drugi bok.
- 4 rano. 
- Czekaj, dlaczego ja śpię? Miałam przecież cię budzić! - Podrywa się naglę do pozycji siedzącej, a ja patrzę na nią rozbawiony. - Dlaczego pozwoliłeś mi spać?
- Nie pozwoliłem, nie pytałaś mnie o zdanie.
- Wiesz, o czym mówię! - Denerwuję się i uderza mnie w ramię. - Kurwa mać! Wszystko zepsułeś!
- Ja? - Wskazuję na siebie palcem. - Przecież nic się nie stało, idź spać - mówię oburzony. 
- To ty idź spać!
- Ja oglądam - oznajmiam. - Mówisz o tym tak, jakby stało się coś złego. 
- Harry - jęczy i odgarnia włosy z twarzy.
- Mówiłaś to przez cały  czas, kiedy spałaś - kłamię, a ona patrzy na mnie zła. Uśmiecham się do niej, po czym popycham ją tak, że znowu się kładzie. 







Jade's P.O.V








Przez kolejne trzy godziny oglądamy z Harrym seriale. Nie wiem, czy gorsze jest to, co wcześnie rano puszczają w telewizji, czy zboczone komentarze chłopaka do każdej możliwej sytuacji. Nie poruszamy tematu, który zaczęliśmy w nocy. Chyba żadne z nas nie chce o tym mówić.
O siódmej zostaje wyrzucony przeze mnie  z pokoju.
Marudzi, że musi złazić po drabie, bo to nie na jego obolałe ręce. 
Po kilkunastu minutach na balkon gramoli się Susan, którą przytulam z udawaną troską, bo ta oznajmia, że Louis ją skopał w nocy. 
Zwijamy drabinę i wychodzimy z pokoju. Mam wyrzuty sumienia, że nie dałam Harry'emu się wsypać. Jest mi przykro zwłaszcza wtedy, kiedy Susan mówi, że wyglądał rano tak strasznie, że kiedy Louis go zobaczył, prawie zaczął płakać. Schodzimy razem na dół i zgodnie stwierdzamy, że najwyższy czas jechać do sklepu. Muszę to szybko załatwić, bo wieczorem jestem umówiona z Aronem.
Louis i Harry przychodzą do nas na śniadanie, bo twierdzą, że są bardzo głodni, a pan Dan pojechał wcześniej do pracy i nic im nie zrobił. Zgodnie dochodzimy do wniosku, że po śniadaniu (które kucharz Louis zaoferował się zrobić), pojedziemy Skodą na zakupy, przy okazji wysadzając chłopaków w cukierni. Oczywiście, nie obyło się bez głośnego sprzeciwu Harry'ego, ale został skutecznie przegłosowany. Fakt, że jest niewyspany, czyni go cztery razy bardziej wkurwiającym. Jest bardzo drażliwy, kiedy dowiaduje się, że któraś z nas będzie kierować jego samochód. Jego drogocenny wóz, za którego oddałby życie.
- Niech tylko zobaczę na nim jedna ryskę! - wygraża się, kiedy podsuwam mu pod nos talerz kanapek, serwowanych przez dzisiejszego szefa kuchni. - Dziękuję. Jedna ryska, pamiętajcie! 
- Przestań dramatyzować - mówię i podnoszę oczy do sufitu. 
- Myślicie, że to nie jest odpowiedni moment, żeby mu mówić, że to ja będę prowadzić? W ramach nauki? - pyta Lena, a Harry zaczyna się krztusić. -Żartuję! - krzyczy od razu i uderza go w plecy. 
Susan ze smutkiem stwierdza, że Styles'owi udało się przeżyć i wraca do miętoszenia Wall-E.
- Jest już taka duża - Wzdycha, kiedy odsuwa ją od siebie i patrzy na nią z czułością. 
- I śmierdząca - dodaję, kiedy przepycham się obok Louis'a, który swoim wielkim tyłkiem zajmuje całą kuchnie.
- Jak jeszcze raz mnie popchniesz, to sama będziesz gotować! - krzyczy w końcu.
- Twoje ,,gotowanie" - Rysuję w powietrzu cudzysłów. - to smarowanie chleba masłem, tak?
- Trzeba to zrobić w perfekcyjny sposób! - fuka, po czym wraca do swojego zajęcia.
- Mierzyłaś sobie cukier? - pyta mnie Lena, a ja uderzam dłonią w czoło. Ostatnio coraz częściej zapominam o swojej chorobie. Tym bardziej o tym, że miałam iść do lekarza. Harry jednak dba, żeby stosunkowo często denerwować mnie pytaniem odnośnie terminu mojej wizyty.
Szybko znajduję swój glukometr i siadam przy stole. Harry widząc to, natychmiast się podnosi i idzie w stronę kuchni. Patrzę za nim zdziwiona, ale dopiero po chwili uświadamiam sobie, o co mu chodzi. No tak, krew.
Mój cukier, o dziwo, jest w normie. Sprzątamy po śniadaniu, żeby tata. który ostatnio zrobił się strasznie nerwowy, nie miał powodu do wrzasków. Bo nic nie denerwuje go tak, jak okruszki. Psy zostają odprawione na dwór,a kiedy ja i Susan w końcu jesteśmy gotowe do wyjścia, zamykamy dom na klucz i kierujemy się w stronę samochodu chłopaków.
Susan zajmuje miejsce kierowcy,a marudzący Harry siada obok niej. Oczywiście, nie obywa się bez małej awantury, kiedy dziewczyna stara się wyjechać z bramy, a Pan Ciemności wrzeszczy na nią, że ma być ostrożna. W końcu udaje się im dojść do porozumienia, bo Louis wygraża się, że zaraz oboje pójdą na nogach, więc będą musieli spędzić ze sobą jeszcze więcej czasu.
Ostatecznie udaje nam się odwieźć chłopaków. Harry wysiada bez słowa, a Lou przytula mnie i Lenę, natomiast Susan, która siedzi z przodu, całuje w policzek, mówiąc, żeby się niczym nie przejmowała i na pocieszenie zrobi jej zdjęcie Harry'ego w siatce na włosy.
Podnoszę brwi. Czy ja o czymś nie wiem? ZNOWU?
Uśmiechnięta Susan macha mu, kiedy Tomlinson idzie w stronę cukierni, a następnie wyjeżdża z parkingu. Wydaje rozporządzenie, że jedziemy do supermarketu i kieruje się w obranym przez siebie kierunku.


*********



-  Ewangelina mi nie odpisuje - Lena marszczy nos, kiedy po raz kolejny sprawdza swój telefon. 
- Co mówiłaś? - pyta Susan, która wyjmuje ze swoich uszu słuchawki. Nigdy nie słucha muzyki przy nas, ale teraz robi to, żeby zręcznie uniknąć moich pytań o Louis'a, którymi zaczęłam bombardować ją w samochodzie.
- Ewangelina nie daje znaku życia od stu lat! - mówi moja siostra i z rezygnacją wrzuca telefon do kieszeni.
- Może nie żyje - Wzrusza ramionami Susan, po czym wiesza się na wózku sklepowym i wykonuje nagły zwrot między alejkami w sklepie.
- Nawet tak nie mów - Lena zaplata ręce na piersi i patrzy na nią zła.
- Miałam na myśli to, że nie ma zasięgu - rzuca obojętnie moja przyjaciółka, a ja zastanawiam się, czy chcę brać udział w tej rozmowie.
Patrzę na półki i zastanawiam się, czego jeszcze będziemy potrzebować.
- Szybko, siedzimy tu już strasznie długo - marudzi Su. 
- Zaraz wychodzimy - uspokajam ją.
- Louis napisał mi, że tata zamyka dzisiaj wcześnie, bo jedzie do lekarza, więc mamy ich odebrać jak będziemy wracać. Mieli poprzenosić dzisiaj tylko jakieś pudła, czy coś.
- Mogę prowadzić? Harry się zdenerwuje - pytam z uśmiechem, na co moje towarzyszki kiwają zgodnie głowami. 
- Czy możemy już iść do kasy? - jęczy, tym razem Lena. 
Wrzucam do kosza ostatnie potrzebne rzeczy i kiwam głową. W końcu z każdą minutą będą zrzędzić coraz bardziej, więc nie mam zamiaru się z nimi męczyć.
Po odczekaniu dłużącego się czasu w kolejce, w końcu wręczamy kasjerce należną jej sumę. 
Kiedy wychodzimy ze sklepu i z torbami przemierzamy parking, uradowana Lena mówi:
- Widziałyście jakiego miała bobra pod nosem? Ohyda. Ciekawe czy musi podnosić tego wąsa ręką, kiedy myje zęby. 
- Przestań, nie ładnie ją tak obrażać - karci ją Susan, ale zaraz uśmiecha się i dodaje: - To była bardzo ładna rodzina bobrów, a nie tylko jeden.
 Wszystkie wybuchamy śmiechem. Dziwi mnie, czemu relacje tej dwójki tak się poprawiły, ale nie narzekam. Lepiej tak, niż w drugą stronę.
Udaje nam się wszystko załadować do bagażnika, a kiedy ruszamy, w duchu modlę się, żeby nic z tyłu się nie wywaliło i nie pobrudziło samochodu. Harry by mnie zabił.
- To dziwne - mówi Lena, kiedy ja skupiam się na drodze. - Rodzice powiedzieli, że mamy pojechać do biura. 
- Dobra, weźmiemy chłopaków i pojedziemy - Wzruszam obojętnie ramionami.
Kiedy dojeżdżamy pod cukiernie, nie ma już czarnego Galanta, Chłopcy siedzą pod drzwiami i rozmawiają o czymś zawzięcie. Pan Dan musiał zamknąć sklep i kazać im czekać przed budynkiem. Trąbie, a oni odwracają się w naszą stronę. Harry ciska we mnie wściekłymi spojrzeniami, kiedy widzi, że siedzę na miejscu dla kierowcy.
- Witamy szanownych panów! - Uśmiecham się, kiedy Styles siada obok mnie, a Louis zostaje zmuszony do zajęcia miejsca z tyłu. - Harry, gdzie twoja siatka na włosy?
- Czemu ty prowadzisz? - pyta ze złością. 
- Tak wszyło - odpowiadam obojętnie, a następie wyjeżdżam na drogę. 
- Musimy jechać do biura naszych rodziców - oznajmia Lena. 
- Nie możecie nas odwieźć? Chciałbym zmyć z siebie lukier - Harry krzywi się niezadowolony, na co ja włączam tylko radio, żeby go zagłuszyć. Jedziemy wszyscy razem, jak wycieczka szkolna.
Po ciągnących się w nieskończoność poszukiwaniach, w końcu udaję mi się znaleźć miejsce na zatłoczonym parkingu. Wysiadamy z samochodu, a Harry, który kilka razy dostał ataków serca, rozpina koszule i zakłada na nos okulary przeciwsłoneczne.
- Wyglądasz jak policjant z grajdoła - informuje go Susan.
- Po co wszyscy tam idziemy? - pyta Louis, kiedy zmierzamy w stronę wielkich, oszklonych drzwi.
- Rodzice pewnie dadzą nam jakieś pudła, pomożecie nam je nosić - odpowiadam.
Wchodzimy do pomieszczenia, gdzie jest trochę chłodniej niż na zewnątrz. Witam się z sekretarką i zręcznie przemierzam korytarze, które znam już na pamięć.
Stajemy w końcu pod drzwiami z napisem ,,D&T Marshall". Ze zdumieniem stwierdzam, że ktoś jest w środku. Pukam kilka razy, po czym oglądam się niepewnie na resztę. Zachęcają mnie swoimi spojrzeniami. Otwieram drzwi i od razu mówię:
- Mamo, tato, jesteśmy....
Zatrzymuję się w pół słowa i w pół kroku, kiedy widzę KTO siedzi na kanapie. Patrzy na mnie, po czym przenosi wzrok na Lenę i uśmiecha się do niej blado. Wystraszona siostra patrzy to na nią, to na rodziców, czekając na jakąkolwiek podpowiedź. 
- Chciałam, żeby o nas wiedzieli - mówi w końcu cicho gość.
Tata stoi oparty o ścianę, a mama ściska kubek w dłoniach. Lena chce się wycofać, ale wpada na tors Louis'a, który chwyta jej ramiona i pociera je pokrzepiająco. 
- Dlaczego nam nie powiedziałaś, że jesteś lesbijką? - pyta w końcu mama, a całe powietrze wylatuje z moich płuc. 





-------------------------------------------------------------------------------



Witam i Hello! :D
Znowu, jest 1:13, więc nie mam czasu się rozpisywać :D
Jak zwykle, dziękuję, że jesteście ;** Nowy rozdział będzie w kolejny weekend, czyli standardowo. Jak jutro zawalę sprawdzian z matematyki, to się powieszę :') 

Kochani! Przypominam o konkursie na bloga miesiąca, dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia <3 Słoneczka! :D
Oprócz tego, chciałabym prosić, żeby każdy kto czyta skomentował ten rozdział. Chcę zobaczyć, czy od końca Wielkiego Prologu, kiedy poprosiłam o to ostatni raz, jest was więcej :)
Jak wam się podoba rozdział? :P Ja nie byłam co do niego przekonana, ale, może to przez zmęczenie, teraz mi się podoba!
P.S
Co sądzicie o tych wszystkich dramach w 1D?  Zayn, Lou, szaleństwo :O
P.P.S
Przepraszam, że nie zdążyłam odpowiedzieć na komentarze pod poprzednim rozdziałem :( 

16 komentarzy:

  1. Boże, umieram. Pełno perspektyw Harrusia i Jadie! Uwielbiam Cię!
    Harruś był dzisiaj i irytujący i uroczy, źe ojeju. Strasznie się wzruszyłam kiedy opowiadał o tym jak się zakochał i o mamie i o tym jak wyraził się o Jade, to takie kochane.
    Jeszcze ją pocieszał. Ale co to za akcja bez dramy?
    Ewangelina awansowała na najbardziej irytującą dziewczynę ever!
    Biedna Lena zejdzie nam tam... Choć nie, Harry nic nie widział, będzie dobrze.
    Możemy nie lubić Jacka (czy jak on się tam teraz zwie), bo wyparował. Szkoda trochę jego rodziny, ale taka praca potrzebuje poświęcej, racja? Racja?
    Su i "subtelność", gapiąca się raz na jedno, raz na drugie.
    I na koniec ukryte w tekście transformersy, czyli "Jade podeszła drzwi"
    Still wonderfull!
    Kocham. Wielbię.
    Much love xox

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle genialny i jak zwykle przerywasz w najlepszym momencie !
    Aż się boje co zrobią rodzice Jade!
    Jak wywala Lene z domu ?!?!
    O matko tyle emocji, a trzeba czekać do następnego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurwa ale się tu dzieje xd!! Wyznania Harrego są takie słodkie i wgl ten wyjazd do Enza na jego urodziny awww i ta końcówka rozmowy przez telefon podwójne awwwww mimo to dalej został lekko opryskliwy Pan Ciemności... I jakoś nie za bardzo pokazuje że mu "zależy"... Chyba ze bardzo dobrze udaje xd + czuje drame. Chodzi mi o to ze ten cały koleś od Zayna chce coś od Hazzy...ciekawe co 🙊tak na marginesie uwielbiam komentarze uwagi i dogrzyki Sussan haha jest najlepsza!!
    DZIĘKUJĘ BARDZO ZA DEDYKACJE :3 nie spodziewałam się jej tak szybko hahaha
    kocham i życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś tak nie przepadałam za Eleanor, więc w sumie, to jak dla mnie spoko XDD Co do Zayna się nie wypowiem, bowiem, eheh, nie jestem fanką One Direction, kocham tylko Heriego i Lułiego, no i Four mi się w miarę podoba. Łał, przyznałam się.
    Dobra, przechodzę do rozdziału. Znowu się nie mogłam skupić, bo kurde House mi leci w telewizji. W każdym razie Heri widzę się wczuł w rolę, omg. Kocham go z każdym rozdziałem mocniej. Zresztą, chyba nie tylko ja. Jade też jakaś taka bardziej wyrozumiała się wydaje :D I w ogóle, ten tekst, że gdyby nie koszmary, to pewnie by o niej śnił, Boże drogi, umarłam tam tyle razy. Jak ja w ogóle jeszcze żyję, to było takie kochane, ranyyy.
    Poza tym, uuu, widzę, że się drama kroi z Lenką. Już jej współczuję. Obstawiam zakłady, u kogo będzie mieszkać, jeśli ją ojciec wywali. Sugeruję mieszkanie Lijama. Pozna Zejna i w ogóle. Pod jednym dachem z trzema facetami, może nawet orientację zmieni, kto wie XDD
    Pozdrawiam cieplutko, do usłyszenia :D

    OdpowiedzUsuń
  6. CUDOWNY! :* Harry taki spokojniejszy się zrobił <3 Czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Om niom cudowne <3 Next Kc <3 weny :) :p

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawi Cię, co się stanie, gdy jeden czyn zaważy na życiu młodego człowieka? Jedno wydarzenie może zmienić wszystko na gorsze. Jeśli tak, koniecznie musisz odwiedzić Zastępcę (wystarczy kliknięcie na tytuł, żeby przenieść się na odpowiednią stronę). Jest to opowiadanie, w którym przeważają sceny przepełnione krwią, ale zdarzają się również inne wzloty. Nic tu nie jest tak, jak powinno być. Ludzie znikają, umierają lub odchodzą, ale zastępca zostaje do samego końca.
    Serdecznie zapraszam,
    dajmond

    OdpowiedzUsuń
  9. Ty nie wiesz jak ja cię kocham<33

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej kochana znowu cudo rozdział...dużo perspektywy Harry'ego co bardzo mnie cieszy...i Hari był taki słodki przy tej rozmowie...i powiedział Jade o swojej mamci..(mam.nadzieje, że Jade ich pogodzi) ten wyjazd do wujka Enzo.., ciekawi mnie co ten idyrion chce od nich, ale on może nie poluje na Harry'ego tylko na Jade i Hari ja obroni czy coś...i czemu nie przewidział śmierci rodziny Jack'a??? Szkoda mi się go zrobiło...i jeszcze Lena ma.teraz na głowie rodziców, ale wydaje mi się, że jak wszyscy się za nią wstawia to.jej nie wyrzuca, bo przecież już mieli nauczkę jak wyrzucili Jade...kocham ♥ ♥ ♥ kocham ♥ ♥ ♥ do następnego moja najulubieńsza autorko!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wm ze nie na temat za co bardzo przepraszam ale o co chodzi z tym Zaynem? Naprawde odchodzi z 1D? Mi sie wydaje ze to tylko zeby ropromowac zespol bo.ostatnio cicho troche bylo o nich.

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże, kckckckckckckckc <3 proszę pisać dalej, dziekuję, pozdrawiam! :D <33 :***

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć ☺ Zostałaś nominowana do Liebster Awar, zajrzyj tutaj po więcej informacji : impossible-love-onedirection.blogspot.com

    To opowiadanie jest o Jezu nwm co powiedzieć bo WSPANIAŁE to zbyt mało. :) Harry wczuwa się Brawo.xD Uwielbiam Jade ♥ Masakra kocham to ^^ Czekam na next. :)) i pozdrawiam ~ Ann.

    OdpowiedzUsuń
  14. AAAA!!!! Dzięki za nominacje!!! KC!!! Spóźniłąm sie niestety bo mi KTOŚ (rodzice) zabrali laptopa i nici :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. "- Przepraszam, ale czy ,,Ekstremalnie Wkurwiająca Księżniczka" to ja?
    - Skądże znowu, to Filip" Haha, rozwaliło mnie to xDDD Gdyby nie to, że mam cienkie ściany, to rechotałabym się jak upośledzona żaba :D

    OdpowiedzUsuń