niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy



Jade's P.O.V




Patrzę kolejno po twarzach trójki przyjaciół. Zakrywam usta dłonią, kiedy widzę, jak Louis niebezpiecznie blednie.
- Co? - Oczy Harry'ego są szeroko rozszerzone.
- Ja... - Zaczynam, ale ucisza mnie machnięciem ręki.
- Przed czym ma cię nie wydać, Louis? - Jego spojrzenie wbija się, jak miecze w twarz chłopaka.
- Harry, to nie tak... - Wstaje i zaczyna iść w jego stronę, ale ten cofa się gwałtownie.
- Powiedziałeś im - stwierdza i kręci z niedowierzaniem głową. - Powiedziałeś.
- Posłuchaj mnie... - zaczyna chłopak i patrzy na niego błagalnie.
Louis stoi pod schodami i to, w jaki sposób spogląda z dołu na Harry'ego, przywodzi mi na myśl ofiarę, czekającą na wyrok swojego oprawcy.
Atmosfera panująca w pomieszczeniu jest tak gęsta, że mam wrażenie, że powietrze można kroić nożem.
Razem z Susan wpatrujemy się w nich. Ciągle zaciskam usta, świadoma tego, że właśnie wydałam Tomlinsona.
- Ja...
- Nie mogę uwierzyć. – Harry śmieje się zrozpaczony. - Ciebie bym o to nie posądził.
- Harry....
- Zawsze przecież ze mną byłeś, mój ty najlepszy przyjacielu...
- Harry...
- Od kiedy jesteśmy w Londynie...
- Harry! - teraz to ja się odzywam. Wzrok chłopaka ląduje na mnie, ale mimo nagłej ogarniającej mnie niepewności, nie poddaję się. - Posłuchaj go.
- To nie dotyczy ciebie i nigdy nie miało dotyczyć - syczy, a jego rozpacz znika się, dając miejsce gniewowi. - Jesteś ostatnią pierdoloną osobą, której bym o tym powiedział.
- Daj mi chociaż powiedzieć dlaczego to zrobiłem.
- Gówno mnie obchodzi DLACZEGO to zrobiłeś! - krzyczy i wyrzuca ręce w powietrze. - Pierdolisz mnie ty, ty i ty. - Wskazuje palcem na każdego z nas. - Zawiodłem się na tobie - mówi do przyjaciela.
Jego oczy płoną, kiedy klatka piersiowa unosi się i opada. Odwraca się na pięcie i wchodzi po schodach na górę.
Louis odprowadza go wzrokiem i siada na kanapie. Wplata dłonie we włosy i opuszcza głowę. Susan zajmuje miejsce obok niego i kładzie dłoń na jego ramieniu.
W bojowym nastroju nadal obserwuję drzwi za którymi zniknął chłopak.
- Lou, Lou... popatrz na mnie. - słyszę jak Susan marnie pociesza bezradnego Lou.
Cała ta sprawa wydaję się być podejrzana. Właściwie dlaczego powiedział nam o tym? Prawie w ogóle się wtedy nie znaliśmy. Zdradził tajemnicę swojego przyjaciela, zupełnie bez powodu. Teoria, że to ,,dla mojego dobra, bo biorę w tym wszystkim udział" wydaję mi się być dziwnie nieprawdopodobna.
Ta historia ma drugie dno, a ja mam się zamiar dowiedzieć jakie.
- Ale nie teraz - mówię do siebie, na tyle cicho, żeby pozostała dwójka za mną nie mogła usłyszeć.
Bez słowa zaczynam wspinać się po drewnianych schodach.
- Idziesz do niego? - pyta Susan.
Obracam się do niej i widzę, jak gładzi Lou po plecach i patrzy na mnie wyczekująco.
- Tak. Chce odzyskać swoją walizkę - tłumaczę i uśmiecham się blado.
Wędruję pod same drzwi i biorę głęboki oddech. Pukam kilka razy.
- Harry? - Bez odpowiedzi. Zresztą, czego się spodziewałam.
Słyszę trzask po drugiej stronie. Wywracam oczami. Zaczyna się.
- Halo? Enzo, przepraszam, że dzwonię, ale to ważne. – Słyszę głos chłopaka dobiegający zza drzwi. Kto to kurwa jest „Enzo”? - Stało się coś złego...Nie, nic mi nie jest - mówi chłopak i słyszę, jak siada na czymś ciężko. - Wiem, że nie powinienem o to prosić, ale przylecisz po mnie? - pyta cicho. Jak to przyleci!? Marszczę brwi i przykładam ucho do dzielącej nas powierzchni. - Dobrze, będę czekać. - Wzdycha i wnioskuję, że zakończył połączenie. Chwilę potem, słyszę kroki i odskakuję od drzwi jak oparzona.
Harry mierzy mnie wzrokiem, po czym wymija bez słowa. Dopiero teraz zauważam, że ciągnie za sobą swoją walizkę.
- Co ty robisz? - pytam i idę za nim.
- Nie powinno cię to obchodzić. - warczy, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem.
Kieruje się w dół schodów i zupełnie ignoruje siedzącą tam dwójkę.
- Harry? - Louis podnosi wzrok. - Gdzie idziesz?
- To już nie twoja sprawa. - Jego głos nie jest już zły ani zdenerwowany, jest tak strasznie obojętny, jak tylko mógłby być.
- Posłuchaj mnie....
- Gówno mnie obchodzi to co masz do powiedzenia. – Wzdycha ciężko. - Gówno mnie obchodzi, dlaczego to zrobiłeś. Chociaż się domyślam. Wolę jednak nie mówić, że zrobiłeś to dla prawie obcej dziewczyny, wolę nie dopuszczać do siebie takiej myśli. Wiesz, prawie dwa lata przyjaźni poszłoby się jebać. - Prycha. - A to by bolało. Więc przyjmuję, że gówno mnie to obchodzi. Tak samo jak i ty. Nie chce cię więcej widzieć. - Mierzy go spojrzeniem, po czym mija w drzwiach Arona i Jack'a, którzy przychodzą dopiero teraz, a ich miny wyrażają ogromne zdziwienie.
Tomlinson wygląda, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale widząc, jak Harry oddala się coraz bardziej po prostu zamyka usta i kieruje się na górę.
- Co się stało? - pyta mnie Aron, kładąc mi dłoń na barku.
- Ja... Chyba za dużo już dzisiaj powiedziałam. - Uśmiecham się smutno i patrzę na Susan. - Idź do niego. Tobie rozmowa wychodzi o wiele lepiej.




Susan's P.O.V




Stwierdzam, że kopnięcie w drzwi jest wystarczającym uprzedzeniem o moim wejściu i bez zbędnych ceregieli wkraczam do pokoju Louisa.
- Jak się czujesz? - pytam i siadam obok niego na łóżku.
Leży z twarzą wbitą w poduszkę, a jego włosy rozwichrzone są we wszystkie możliwe strony.
- Najgorzej. - stwierdza.
- Lou... –wzdycham cicho. - Wiesz, że on jest wybuchowy...
- A może ma racje? Może nie powinienem był wam mówić? - Podnosi się na rękach i patrzy na mnie.
Uśmiecham się blado.
- Zachowałeś się fair wobec nas, nie fair wobec niego. Biorąc pod uwagę to, że to twój przyjaciel...
- Nie pomagasz. - przerywa mi. - Jestem chyba najgorszą osobą jaką spotkałem. - Znowu bezwładnie opada na materac.
- Nie, wcale nie. Wiedziałeś, że Jade nie może spać. To ja cię przekonałam, żebyś mi powiedział, ponieważ bałam się. Bałam się o to, co się dzieje za ścianą. Wiesz, niecodziennie słyszy się takie diabelskie wycia - stwierdzam, na co on parska śmiechem.
- Wiem, ale on tyle razy mnie prosił....
- Louis. - Obracam go na plecy i trzymam go za barki, zmuszając go do patrzenia na mnie. - Mieszkasz z nim i znosisz to już dwa lata, każda normalna osoba by się wyprowadziła. Mówiłeś, że oprócz niego nie miałeś znajomych, dopóki nie poznałeś nas. Proszę cię, jesteś bardzo dobrym przyjacielem. Każdy popełnia błędy.  - Uśmiecham się do niego blado, a on odwzajemnia to po chwilowej walce z samym sobą.
- Dzięki, że tak o mnie myślisz. - mówi, po czym przeciąga się. - Jak myślisz, co teraz robi?
- Nie wiem, nie urządziłeś sceny depresyjnego pościgu za ,,ukochanym". – Wzruszam ramionami i kładę się obok niego. Wpatrujemy się oboje w sufit, a on chichocze cicho.
- Fuj, nie mów o nim ,,ukochany". - marszczy nos. - Zresztą, po co miałbym biec? Teraz to nie ma sensu, widziałem w jakim jest stanie. A robienie z siebie zapłakanej ofiary niczego nie zmieni.
- Wow, nie sądziłam, że oprócz mnie i Jade ktoś kiedykolwiek wypowie to zdanie.
- Widzisz, jestem pełen tajemnic - mówi ostentacyjnym tonem.
- Jesteś taki tajemniczy jak pudełko z tamponami.
Wybucha śmiechem i obraca głowę, żeby mógł na mnie spojrzeć.
- Skąd ci przyszło do głowy takie porównanie?
- Za dużo czasu z Jadie. - Szczerzę się do niego.  -A jeżeli chodzi o Jade.....JADE! - krzyczę i już po chwili słyszę, jak gramoli się po schodach.
- Co? - wtyka głowę przez uchylone drzwi. Zostaje zaraz wepchnięta do pokoju przez Bruna, który wpada do środka jak tajfun i zaczyna szczekać na niezidentyfikowane istoty pozaziemskie.
- Ty kurwo brązowa! - zaczyna się drzeć dziewczyna i już wyciąga nogę, żeby kopnąć przybysza.
- Zostaw go i chodź tutaj - Poganiam ją, a ta obrzuca morderczymi spojrzeniami, na zmianę mnie i swoją ofiarę. - Gdzie Aron i Jack?
- Robią sałatkę z gyrosem.
- Dlaczego?
- Bo miałam ochotę na sałatkę z gyrosem, więc kazałam im ją zrobić. - Uśmiecha się do nas.
- Wiedzą chociaż co jest potrzebne? - pytam podejrzliwie.
- Pewnie nie. Nie ważne. Co z Harrym? - pyta nagle i patrzy na Louisa. - Co teraz zrobi? Iść za nim?
- Nie. To nie ma sensu, będzie cię traktował jak powietrze. - Wzdycha smutno.
- Czyli lepiej niż zwykle.
- Nie dramatyzuj. - karcę ją.
- Nie wiesz gdzie mógł iść? - naciska dalej na chłopaka.
- Nie ma w okolicy nikogo znajomego, pewnie zatrzyma się w hotelu. - wzrusza obojętnie ramionami. - Jutro muszę zacząć próbować do niego dzwonić.
- Mówi ci coś imię Enzo? - wypala nagle Jade i patrzy na chłopaka wyczekująco.
- Enzo?




Jade's P.O.V





- Skąd o nim wiesz? - Marszczy brwi.
- Teraz mi się przypomniało, że Harry do niego dzwonił. Prosił, żeby po niego przyleciał – mówię, kładąc nacisk na ostatnie słowo. - To chyba jednak...
- On chce lecieć do Enza? – dziwi się Louis, rozszerzając szeroko oczy.
- Kto to kurwa jest Enzo?! - denerwuje się Susan. W odpowiedzi wzruszam tylko ramionami.
- Ezno to przyjaciel rodziców Harry'ego. Jego... opiekun - tłumaczy chłopak, zastanawiając się nad doborem słów.
- Jego kto?
- Jego opiekun, ale on jest w Irlandii, ale przecież podróż trwa strasznie długo... chyba, że weźmie samolot....
- Co? - Już nic nie rozumiem. – Jaki samolot?
- No samolot. - rzuca obojętnie. Widząc nasze miny, dodaje: - Tak, Enzo ma swój samolot. - Przewraca oczami.
- Poczekaj, poczekaj. - Susan ucisza go machnięciem ręki. - Przybliż mi dokładniej jego postać.
- Enzo to bardzo bogaty opiekun Harry'ego. Zajmował się nim, kiedy mieszkał jeszcze z rodzicami. Tyle o nim wiem. Teraz, to jedyna osoba poza mną, z którą Harry rozmawia dobrowolnie - tłumaczy, obserwując reakcje każdej z nas.
- I ma samolot? - dopytuję.
- Tak, skończmy już o tym samolocie.  - śmieje się Lou, kiedy Bruno ładuje się na łóżko. - A gdzie Wall-E?
- Pewnie z Aronem. - przewraca oczami Su. - To przecież jej nowy tatuś.
- Jak Jack to znosi? - pytam przejętym tonem.
- Ledwo - wzdycha dziewczyna i przykłada rękę do czoła. - Boże, tyle problemów.
- Dokładnie tak. Chodźmy pomóc chłopakom z sałatką!  - Zmieniam nagle temat i nie czekając na ich reakcję, zbieram się z łóżka.
-Nie będziesz pomagać, ty po prostu zaczniesz wpieprzać co popadnie. – Przewraca oczami Susan. - Masz zakaz...
-....wstępu do kuchni. Tak, wiem. - kończę za nią i wystawiam jej język. - W takim razie, Louiś, my, dla odstresowania, idziemy zapalić i wypić piwo na molo. A oni niech gotują. - Zacieram ręce z radości.

***

Księżyc jest już wysoko i oświetla nasze sylwetki. Siedzimy z nogami zwisającymi z pomostu. Palcami ledwo dostaję tafli jeziora, natomiast Lou nie ma z tym trudności i bezczelnie chlapie wodą we wszystkie strony.
- Przestań! -denerwuję się, kiedy znowu to robi. Ten tylko chichoczę cicho i nie zważa na moje prośby. - Wypiłeś już swoje? - wskazuję na puszkę, którą trzyma w dłoni. Rusza nią, a dźwięk daje mi sygnał, że została tylko resztka napoju. - Możemy pogadać? - zaczynam niepewnie i patrzę mu w oczy.
- O czym?
- O Kivie. - tłumaczę. Może to najmniej ważny temat, ale kiedyś trzeba było go poruszyć.
- Znasz ją? - dziwi się.
- Tak. Znam. - Kiwam głową.
- Więc, co z nią? - Opada plecami na pomost i wpatruje się w gwiazdy.
- To była dziewczyna Arona.
- Co? - patrzy na mnie, z wysoko podniesionymi brwiami. - Więc ten jebany zdrajca...
- To Aron.
- A jebana chamska dziwka...
- To Susan.
 - Pusta kretynka..
- Nie jestem pusta! - oburzam się. - Ta pierdolona szczota sobie grabi.
- No, nie jesteś. - przyznaje mi rację. - Boże, opowiadała mi o was tyle razy, a ja za każdym razem nienawidziłem was bardziej. - przykłada dłoń do czoła.
- Ja nienawidzę jej - fukam.
- Dlaczego? - podnosi się i siada obok mnie.
- Bo jest pusta, a to co robiła Aronowi jest niedopuszczalne.
Opowiadamy sobie, jak wyglądały kłótnie byłej pary z punktu widzenia każdego z nich.
Na początku rozmowy myślałam, że Louis jakoś wybroni przyjaciółkę, ale ten tylko ją pogrążał, cytując niektóre z jej złotych myśli z serii: ,,dlaczego Aron jest zły i okropny”.
- Aron się nie starał? - prycham. - Niedorzeczność. On był na każde jej gwizdnięcie.
- Wina leży po obu stronach. W każdym razie co było, minęło. Nie zapowiada się na to, by do siebie wrócili. - Wzrusza ramionami. - Myślisz, że stanie się coś złego, jak wyrzucę puszkę do stawu?
- Tak?  - Odbieram mu śmiecia z rąk i wstaję. - Wyrzucisz ją w domu. Chodźmy już do nich, zaczęło się robić chłodniej. - Podaję mu rękę i pomagam mu się podnieść. - Na pewno nie zadzwonisz do Harry'ego? - pytam po raz trzeci.
- Jade, znam go lepiej niż samego siebie. Nie ma sensu naciskać. - Kręci głową i spogląda w gwiazdy. - Przynajmniej noc mamy ładną.
- Nigdy jakoś mnie nie zachwyciła. - wzruszam ramionami i podążam za jego spojrzeniem.
- Noc?
-Tak.
- Może nigdy nie przeżyłaś nocy z właściwą osobą? - pyta i porusza brwiami.
- A z kim powinnam ją przeżyć? - parskam śmiechem. - Oczywiście z tobą, mam rację?
- Oczywiście! - Zarzuca rękę na moje ramie.

***

- Aron, czy ty kiedykolwiek w swoim marnym żywocie widziałeś sałatkę? – pytam, patrząc na coś, co konsystencją przypomina rozdeptanego ślimaka. - Czy w tym w ogóle jest kukurydza?
- Jest! - zapewnia mnie. Kiedy przygląda się dokładniej zawartości miski dokładniej, rzednie mu mina. -Gdzieś na pewno – zapewnia mnie szybko.
Uderzam dłonią w czoło. 
- Gdzie Jack? Miał pomagać.
- Pewnie pali z Susan. - Wzrusza ramionami.
- A co im się stało, że nagle palą? - Spoglądam zaciekawiona w stronę tarasu. Rzeczywiście, oboje siedzą z papierosami w dłoni i śmieją się z czegoś.
- Louis potrzebował towarzystwa - tłumaczy. - Co z Harrym? Wróci na kolację?
- Raczej nie. - Kręcę zrezygnowana głową, ale chcąc uniknąć dalszych pytań na temat Stylesa, decyduję się odciągnąć od niego uwagę Arona: - Więcej dla mnie.
- No oczywiście, pulpecie - śmieje się. Bingo.
- Rozłóż lepiej talerze. - Wystawiam mu język i zajmuję miejsce przy stole.
- Pomożesz mi?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo jesteś chamski. - Robię smutną minę.
- Przepraszam! - krzyczy dramatycznie i podbiega do mnie. Staje za oparciem krzesła, na którym siedzę i przytula się do mnie z tyłu. - Będę miły!
- Już to widzę - prycham i zrzucam z siebie jego ręce.
Odchodzi obrażony, ale po chwili obraca się i mówi cicho:
- Um...no i Jade?
- Tak? - podnoszę na niego wzrok.
- Będziemy mogli porozmawiać wieczorem?
- Tak, pewnie. - Uśmiecham się do niego, chociaż szczerze zaniepokoił mnie jego ton. - Przyjdź później do mojego pokoju.
- Okej - kiwa głową. - Musisz mnie uspokoić - dodaje i  zaczyna rozstawiać talerze.
Drzwi tarasowe otwierają się i, wciąż rozmawiając, do środka wchodzą pozostali.
- Śmierdzicie fajkami - stwierdzam, marszcząc nos.
- Cicho - rzuca w moją stronę Jack i zajmuje miejsce obok Susan.
- Naprawdę chcemy to jeść? - pyta Louis, kiedy Aron stawia przed nim sałatkę.
- Chcecie! - denerwuje się ,,kucharz", po czym wraca do rozkładania naszej prowizorycznej zastawy. To nic, że każdy ma talerz z innej parafii.
Muszę przyznać, że wbrew wszystkiemu, sałatka okazała się być jadalna. Po skończonej kolacji wszyscy mieli dość wrażeń jak na pierwszy dzień. Chcieliśmy się wyspać przed jutrzejszymi  urodzinami Su.

Wychodząc z wanny miałam w głowię przestrogę taty, co do upijania się na wakacjach.
Tak, właśnie tak. Sześcioro (teraz już pięcioro) młodych dorosłych wyjeżdża nad jezioro, żeby chodzić spać przed północą, po zaledwie dwóch piwach. Świetna zabawa, nie ma co.
Tato, byłbyś ze mnie dumny.
Uśmiecham się pod nosem i kieruję się do swojego pokoju.
Siadam na łóżku i czekam na Arona, który może zjawić się lada moment.
Przegrzebuję internet w telefonie w poszukiwaniu fajnego filmu, kiedy drzwi otwierają się, a do pokoju wchodzi mój przyjaciel.
- To o czym chciałeś porozmawiać? - pytam, odkładając swój telefon na stolik nocny.
- Boję się - stwierdza zrozpaczony i kładzie się obok mnie.
- Czego znowu?
- Susan i ja nie rozmawiamy już jak dawniej - wzdycha ciężko. - To przez pieprzonego Jack'a.
- Polubiłeś go przecież ostatnio - zauważam.
- Może. To nie zmienia faktu, że odkąd jest z Susan już nie jest tak samo - narzeka.
- Jack to jej chłopak, to chyba dobrze, że jej zachowanie względem niego różni się zachowaniem względem ciebie. Na miejscu Jack'a i tak bym była o ciebie zazdrosna - mówię, na co on się śmieje. - Kiedy byłeś z Kivą też byłeś inny. Nie zachowywałeś się w stosunku do nas, tak jak na przykład teraz. - Wskazuję na jego rękę zarzuconą przez mój brzuch. - Nie byłeś taką przylepą - marudzę. - Nie masz się co martwić. - Uderzam go żartobliwie w ramię. - A teraz idę spać, chce jutro obudzić się przed zmierzchem.
- Widzisz, ty też mnie już wyganiasz, a dopiero przyszedłem. - Wygina usta w podkówkę.
- Możesz zostać, ale podobno strasznie kopię. Więc jeżeli nie chcesz być obity jutro rano, proponuję raczej iść do siebie. - Wyswobadzam się z jego uścisku i nie zważając na jego protesty, wypycham go z łóżka.
- Jesteś okropna. Chciałem tylko porozmawiać! - denerwuje się.
- Pogadamy rano, teraz idę spać. - Posyłam mu buziaka i gaszę światło.
- Mam pokój koło Jack'a i Susan, jak się będą dupczyć i tak do ciebie przyjdę.
- Nie używaj tego słowa! Fuj! - karcę go i obracam się na drugi bok.
- Dupczyć, dupczyć, dupczyć... - słyszę jak powtarza TO słowo, wychodząc z pokoju. Uśmiecham się pod nosem i zamykam oczy.
Mój półsenny stan zostaję przerwany, kiedy ktoś szturcha mnie palcem w bok.
- Huh? - mruczę w poduszkę.
- Jade, nie mogę spać. Cały czas mam wrażenie, że będę musiał do niego iść, a jego teraz nie ma. - Słyszę smutny głos Louisa.
- Harry na pewno jest w hotelu. Pewnie budzi wszystkich klientów  - mamroczę.
- Nie myślałem o tym, jak to będzie w nocy. Powinienem był zadzwonić - stwierdza i czuję, że materac ugina się pod jego ciężarem.
- Zadzwoń do niego teraz.
- Co? - wybijam go z rytmu.
- Zadzwoń - powtarzam. - Poczujesz się lepiej. Jak odbierze to super, jak nie, to przynajmniej próbowałeś. A obudzić go raczej nie obudzisz. Pewnie i tak nie śpi. - zauważam i wciskam twarz w poduszkę.
- Dobra - wzdycha i czuję, jak sięga po mój telefon leżący koło mnie.
Kładzie się obok, tak, że bez problemu słyszę dźwięk oczekującego połączenia w słuchawce.
- Halo? - Nie wiem kto jest bardziej zdziwiony faktem, że odebrał. Ja, czy Louis?
- Harry, dzwonię z telefonu Jade. Gdzie jesteś? - pyta przejęty chłopak.
- Teraz cię obchodzi co robię i gdzie jestem? Nie powinno. - warczy.
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać, zadzwonię jeszcze jutro. Chciałem tylko wiedzieć, czy masz gdzie spać.
-Jestem w Irlandii, Louis - wzdycha. - Naprawdę wybacz, ale jesteś teraz ostatnią osobą z jaką chce rozmawiać. Na razie, Lou.
To było dziwne. W jego głosie można było wyróżnić kilka emocji, ale najwyraźniejszą było... rozczarowanie? 
Chłopak odkłada telefon i czuję zaczyna się podnosić.
Boże, sama nie wierzę, że to robię.
- Jeżeli chcesz, to zostań - burczę. - Ostrzegam, strasznie kopię.
Śmieje się cicho i wraca do poprzedniej pozycji.
- Nie załamuj się. Przynajmniej odebrał - obracam się w jego stronę.
- To nie chodzi o to, że odebrał - wzdycha. - Chodzi o ten ton jego głosu. Zawiodłem go, Jade. Teraz powinienem z nim być, w mieszkaniu. Nie chciał tutaj przyjeżdżać, powinienem był to uszanować. - uśmiecha się blado.
- Co się stanie, to się nieodstanie. -wzruszam ramionami. - Nikt nie wiedział, że tak to się skończy. Co ci powiedziała Susan?
- Mówiła, że jestem dobrym przyjacielem, że każdy normalny człowiek zostawiłby go po pierwszej nocy jego krzyków. - Wzrusza ramionami.
- Bardzo dobrze, że ci to powiedziała, bo ja jestem zbyt zmęczona, żeby składać zdania, ale to właśnie chciałabym ci powiedzieć. I gdybym była mniej zmęczona opowiedziałabym o tym, co ja kiedyś zrobiłam głupiego, żeby ci udowodnić, że nie tylko ty się mylisz. Niestety, jestem zbyt zmęczona. - ziewam przeciągle i uśmiecham się do niego sennie. - Dobranoc, Louis.




BARDZO BARDZO DZIĘKUJĘ!
Za 7 000 wyświetleń.
Dziękuje Szaławiła!
Sama wiesz, jakby ten rozdział wyglądał gdyby nie ty ;*
Dziękuję za komentarze!
Za wszystko!
Dołączajcie do naszej załogi! :D
I uwaga! Szykuje się remont bloga!
Mam nadzieję, że się wam spodoba :)
PS.
JADE NIE JEST GRUBA! XD
PPS.
Czy tylko ja tak strasznie kocham Arona? ♥-♥

23 komentarze:

  1. Proszę :) Wcale nie było tak źle, pomijając jeżdżący po wodzie samochód xD
    Ja też uwielbiam Arona, więc nie jesteś sama.
    Szaławiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przy ludziach, oni nie muszą wiedzieć, że jestem zdolna z geografii inaczej XD

      Usuń
    2. Czyli jest nas dwie ;)
      Masz rację, nie przy ludziach - już się poprawiam!
      LUDZIE, ZAPOMNIJCIE, ŻE TO PRZECZYTALIŚCIE!
      Ewentualnie rzucę jakieś zaklęcie - Oblivate nie boli ;)

      Usuń
  2. Znalazlam tego bloga wczoraj i czytam caly czas ! *.*
    niesamowity !
    Nie moge doczekac sie kolejnych rozdzialow !

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju ale się pojebalo :( szkoda ze Harry poszedł... Fakt Aron jest kochany i Lou zresztą też :) rozdział genialny :* nie mogłam się doczekać az go dodasz a mam nadzieje ze w nastepnym pogodzą się :<!!! On tam musi wrócić i zakochać się w Jade xd!!!
    Ps. To jest ich pierwsza noc w tym domku xd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak XDD Bardzo podoba mi się plan ,,musi wrócić i zakochać się w Jade" XDDDDD Hahhahahahah XD

      Usuń
  4. Jeju kiedy nastepny ?
    Juz czekam ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny :* Ps Ja chcę ,, HarryJade"! PRoszee HaryDżejda niech oni sie zakochaja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Połączenie ich imion jest takie okropne XDD.....Jarry? XD

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Do końca tygodnia, miśku :D Myślę, że do czwartku będzie.

      Usuń
  7. Świetny ♥

    /Natala

    OdpowiedzUsuń
  8. Będzie dziś rozdział :D??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam, aż mi Szaławiła wyślę sprawdzoną 2 część. Być może tak :D

      Usuń